wtorek, 28 stycznia 2014

Płatki Śniegu [One Shot]

 Ostatnio byłem trochę zmęczony. Nawet nie zauważyłem, jak dni szybko przelatują, kiedy nic od nich nie biorę. Trzeba korzystać z każdej chwili i czerpać radość ze zwykłej codzienności.
   Mieliśmy przerwę w trasie. Byłem bardzo szczęśliwy, bo to co robię sprawia mi ogromną satysfakcję ze spełniania marzeń. Georg i Gustav pojechali do swoich rodzin na kilka dni, Jost się z nami pożegnał i my z Tomem też zostaliśmy w domu.
   Styczeń, wszędzie tańczące płatki śniegu, ciche, puste ulice, gdzieś na końcu dwupiętrowy dom, z przysypanym ogródkiem i utęsknioną mamą w progu. To moje miejsce, do którego zawsze będę wracać.
- Bill! Tom! Wreszcie, moje misiaczki! - Przytuliła nas mocno energiczna kobieta. Stałem chwilę w progu z zamkniętymi oczami, wtulony w nią. Było bardzo zimno. Zawsze tego mi brakowało podczas długich miesięcy poza domem.
   Wchodziłem z torbą po schodach, do pokoju. Tom przeciskając się wyprzedził mnie. Spojrzał na mnie z ukosa i uśmiechnął się szeroko.
- Nareszcie w domu, co? - Był pełen entuzjazmu. Uśmiechnąłem się tylko i wszedłem do moich czterech ścian. Rzuciłem torbę w kąt i rozejrzałem się po miejscu, tak dobrze mi znanym, w którym nie było mnie tak wiele czasu. Przymknąłem zmęczone powieki i wciągnąłem głęboko powietrze. Stałem tak przez jakiś czas, rozkoszując się chwilą. Tak, nareszcie w domu. Usłyszałem, że drzwi lekko skrzypią. Nie chciałem otwierać jeszcze oczu, byłem bardzo zmęczony.
   Nagle, coś delikatnie zaczęło szarpać mnie za nogawkę. Zdziwiony uchyliłem powieki i spojrzałem w dół.
- Scotty! - Natychmiast uklęknąłem i zacząłem przytulać utęsknionego psiaka. Merdał ogonem i lizał mnie po całej twarzy. Zaśmiałem się i pogładziłem jego mądry łepek i długie, delikatne uszy. Kochane psisko.
   Podniosłem się z podłogi i przestraszyłem lekko. W drzwiach stał uśmiechnięty i głęboko zamyślony Tom. Nie zauważyłem kiedy pojawił się w przejściu. Przyglądał mi się w milczeniu i po chwili ciszę przełamał jego cichy głos.
- Chodź na spacer, przejdziemy się. - Scotty patrzył na nas z dołu i oparł łapki na kolanach Toma, zupełnie jakby rozumiał co przed chwilą powiedział. - Zbieraj się. - Uśmiechnął się po raz ostatni i poszedł do siebie. Czasem jego tajemniczy uśmiech bardzo mnie onieśmielał. Czułem się jak zagubiona nastolatka. Niby ten sam, a jednak tak bardzo różniący się od mojego.
   Podszedłem do szafy, żeby wygrzebać jakieś cieplejsze rzeczy, bo przyjechaliśmy tylko w samych bluzach i lekkich kurteczkach. Spojrzałem przelotnie na lustro wiszące na szafie i zatrzymałem się na chwilę. Na moich policzkach widniały różowawe rumieńce. Delikatne, ale widoczne z pewnej odległości. Dotknąłem palcami skóry w tamtym miejscu, była ciepła. Pierwsza rzecz która wpłynęła mi na myśl, to zawstydzający uśmiech bliźniaka, pełne wargi, kolczyk.
   Zamknąłem gwałtownie oczy i otworzyłem szafę. Nie zastanawiając się dłużej założyłem cieplejszą kurtkę i owinąłem szyję grubym szalikiem.
- Billy, Tommy! - Z dołu dobiegł głos mamy. - Chodźcie, obiad już stygnie! - Zbiegłem na dół, Dredziarz już tam był ze smyczą w ręku i Scottym przy nodze.
- Właśnie wychodzimy mamo.
- Najpierw obiad, Tom! Odpocznijcie, dopiero co przyjechaliście.
- Nie było nas tu tyle miesięcy, stęskniliśmy się za okolicą. - Tom robił maślane oczka. Nie chciał sprawiać przykrości mamy, ale było widać, że zależy mu na spacerze. Tym bardziej, że zimy w Loitsche są naprawdę przepiękne.
   Dredziarz obrócił się i wyszczerzył na mój widok.
- O, Billy! My wychodzimy, prawda? Chodź! - Pociągnął mnie za rękę i już nas nie było. Scotty wesoło wybiegł na zaśnieżoną ulicę, odciskając w śniegu swoje łapki. Grube i duże płatki śniegu leniwie opadały na ziemię. Wszędzie było biało. Nie wiał żaden wiatr, co dodawało jeszcze większego uroku chwili. Wydawało się, że jest tak bardzo cicho, a białe gwiazdki cieszyły oko. Poszliśmy powolnym krokiem w stronę naszej ulubionej ścieżki.
   Zielone choinki sprawiały wrażenie ciężkich, od białej warstwy która z godziny na godzinę rosła na ich gałązkach. Było tak pięknie.
- Scotty! - Tom zagwizdał, bo pies zniknął z pola jego widzenia. Oddalił się, a ja miałem czas żeby chwilę pomyśleć. Przed oczami widziałem moje rumieńce, usta Toma... Czy to miało ze sobą jakiś wspólny związek? Dziś nie rozmawialiśmy dużo z Dredziarzem, może to przez to? Jesteśmy przyzwyczajeni do tego, że non stop ze sobą rozmawiamy. O wszystkim i o niczym, a dziś porozumiewamy się tylko między ciszą, a ciszą.
   Z daleka zobaczyłem przybliżającą się sylwetkę brata z psem przy nodze. Kiedy bliźniak zbliżył się do mnie, pochylił się sapiąc i złapał się za kolana.
- Prawie uciekł, chyba zobaczył jakiegoś kota.
Po chwili ciszy Tom wyrównał oddech i spojrzał na mnie. Mierzył mnie wzrokiem. Wydawało mi się, że ta chwila trwa wieczność. Zrobiło się niezręcznie, jego oczy badały każdy element mojej twarzy. W ostatnim czasie zauważyłem, że bardzo często przygląda mi się w milczeniu. Bardzo intensywnie. A ja nie wiedziałem nigdy, jak zachować się w takiej sytuacji. Jego natarczywy wzrok onieśmielał mnie jeszcze bardziej, niż zalotny uśmiech. Czasem karciłem się w myślach, za to, w jaki sposób myślę o własnym bracie. Moje policzki zaczęły lekko piec. Już wiedziałem, ze się rumienię. Usta Dredziarza bardzo powoli rozciągnęły się w szerokim uśmiechu. Podniósł powoli dłonie i zacisnął na moich ramionach. Nie wiedziałem o co chodzi. Nim się zorientowałem, już leżałem w zimnym śniegu. Ogarnęła mnie złość. Tom śmiał się głośno i rzucił we mnie śnieżką.
- Rozchmurz się, Bill! Jesteś dziś jakiś nieobecny. - Wstałem szybko i zacząłem biec w jego stronę. Było mi zimno w tyłek i ręce, chciałem odpłacić się jak najszybciej!
   Biegłem tak szybko, że zaczynało mi brakować tchu. Nie zamierzałem się poddać. Chciałem przewrócić bliźniaka i natrzeć mu twarz śniegiem, a co! Niech zapamięta! Dredziarz był bardzo zwinny i kpił ze mnie. Śmiał się w niebo głosy i nie mógł przestać. Krzyczał, że moja twarz jest komiczna i wyglądam bardzo zabawnie, kiedy się złoszczę, ale ja nie miałem zamiaru mu popuścić. Pies plątał się między naszymi nogami, już prawie go dogoniłem, kiedy Tom nagle wypuścił z dłoni smycz, w którą się zaplątałem i runąłem na ziemię pociągając go za rękę.
   Potłukłem sobie plecy i pupę, wszystko mnie bolało. Było mi też strasznie mokro, bo świeży śnieg na którym leżałem natychmiast się rozpuszczał. Dopiero po chwili zorientowałem się, że ktoś na mnie leży i intensywnie się we mnie wpatruje. Uchyliłem powieki i moje oczy spotkały się natychmiast z czekoladowymi tęczówkami bliźniaka. Moja twarz momentalnie oblała się rumieńcem. Już to wiedziałem, zawsze kiedy jego wzrok napotykał mój, czułem lekkie ciepło na policzkach. Podobnie reagowałem na jego uśmiech. Moje ciało przebiegł dreszcz. Jego twarz była nachylona tylko kilka centymetrów nad moją. Nie wiedziałem zupełnie co myśleć, miałem pustkę w głowie. Mój oddech znacznie przyspieszył. Zobaczyłem w jego oczach coś, co mnie przestraszyło i podekscytowało zarazem. Czy to było... Pożądanie?
   Rozchyliłem lekko wargi, a moje źrenice znacznie powiększyły się. Czas stanął w miejscu. Powieki Toma powoli zamknęły się, a jego miękkie, pełne wargi przylgnęły mocno i szczelnie do moich. Wszystko przestało mieć znaczenie. Czułem tylko słodycz jego ust i zimny, metalowy kolczyk, przyciśnięty do moich warg. Moje ciało przeszyło milion elektryzujących dreszczy. Chwyciłem Dredziarza za ramiona i przycisnąłem do siebie bardziej. Czułem, że właśnie tego potrzebowałem. Absolutnie nic nie miało znaczenia. Nasza przyszłość, przeszłość. Liczyła się tylko ta sekunda. Ciepłe usta Toma, cisza i tańczące wokoło płatki śniegu.

niedziela, 29 września 2013

środa, 26 czerwca 2013

Wenn nichts mehr geht...

  Jeśli któregoś dnia poczujesz, że chce Ci się płakać, zadzwoń do mnie.
Nie obiecuję, że Cię rozbawię, ale mogę płakać razem z Tobą.
  Jeśli któregoś dnia zapragniesz uciec, nie bój się do mnie zadzwonić.
Nie obiecuję, że Cię zatrzymam, ale mogę pobiec z Tobą.
  Jeśli któregoś dnia nie będziesz chciał nikogo słuchać, zadzwoń do mnie.
Obiecuję być cicho, ale będę z Tobą.
  Jeśli któregoś dnia zadzwonisz, i nikt nie odbierze, to przyjdź do mnie.
Bo mogę Cię potrzebować.

czwartek, 20 czerwca 2013

Niech tak zostanie. 12/??

Kiedy wyszykowałem się i zjadłem szybko śniadanie, wsiedliśmy z Tomem do busa który czekał już pod naszym domem.
Nie wiedziałem czego się spodziewać po dzisiejszym wywiadzie. W sumie to nawet nie przywiązywałem do tego zbyt dużej wagi. Co będzie, to będzie. Jedyne co mnie cieszyło i zajmowało moje myśli przez cały czas, to to, że w końcu dostałem coś, czego oczekiwałem przez ostatnie miesiące. Miłość Toma. Nie taka braterska, tylko taka o której zawsze marzyłem.
Na wspomnienie ostatniej nocy, aż zrobiło mi się ciepło. Tak naprawdę nie dotarło jeszcze do mnie całkowicie, co takiego się wydarzyło. Tom jest moim bratem, w dodatku bratem bliźniakiem. To niedorzeczne myśleć o tej sprawie od tak - normalnie. To przecież kazirodztwo. Mimo tego czułem się teraz całkowicie szczęśliwy.
Ukradkiem spojrzałem na bliźniaka wpatrującego się beznamiętnie w mijający obraz za oknem. Opierał znudzoną głowę na policzku i wyglądał, jakby miał zasnąć. Niepewnie przysunąłem się do niego i położyłem delikatnie dłoń na jego udzie. Nie mogłem rozgryźć, o czym teraz rozmyślał. Pod wpływem mojego niewielkiego dotyku poruszył się lekko i spojrzał na mnie z ukosa. Uśmiechnąłem się nieśmiało i przybliżyłem do jego twarzy. Przez chwilę zauważyłem strach w jego oczach. Pewnie myślał, że chcę go pocałować przy świadkach. W busie siedziała przecież jeszcze ochrona i reszta zespołu. Ominąłem sprytnie jego usta i zbliżyłem wargi do jego ucha.
- Kocham cię Tom. - wyszeptałem i niezauważalnie musnąłem jego ucho.
Dredziarz spojrzał na mnie krótko i uśmiechnął się.
Nawet nie zauważyłem kiedy już dojechaliśmy do studia telewizyjnego. Wyszliśmy z busa i powędrowaliśmy do dużego oszklonego budynku. Wszyscy widząc nas na korytarzu, uśmiechali się fachowo i kierowali dokąd mamy się udać.
Po chwili siedzieliśmy całą czwórką na białej kanapie w studiu nagraniowym. Kilka minut czekaliśmy na prezenterkę która zaraz również się zjawiła.
- Witajcie. - podała dłoń każdemu z nas i z uśmiechem usiadła na swojej kanapie

***

Wywiad minął bardzo szybko. Nawet zdziwiłem się, że nie zapytała o moją przygodę w klubie. Najwidoczniej Jost truł mi tylko dupę, bo chciał mnie nastraszyć, a sam zadbał o to, żeby nic nie dotarło do mediów i żeby wszystko zostało usunięte z prasy. W sumie to nawet dobrze, bo z pewnością ciągnęłoby się to za mną przez jaki czas.
Słońce powoli zachodziło, a ja wygodnie rozsiadłem się w miękkim fotelu. Cały dzień przeminął tak szybko, że aż się zdziwiłem. Zbliżał się wieczór, a ja czułem się nieludzko zmęczony.
- Bill. - usłyszałem zza ściny głos Toma.
Niechętnie podniosłem się i mimo wszystko poszedłem w tamtą stronę.
- Co. - oparłem się  framugę. Mój głos zabrzmiał zbyt szorstko.
Słysząc mój ton, zaskoczony bliźniak obrócił się w moją stronę i podszedł powolnym krokiem.
- Hej, co taki zły? - jego twarz znalazła się blisko mojej.
- Przepraszam, jestem wykończony. - westchnąłem cicho i spuściłem wzrok n ziemię. Czułem, że Tom właśnie się uśmiechnął.
- Kocham cię, głupku. - szepnął i chwycił mój podbródek, mocno całując usta. Jego dłonie były takie przyjemne...
- Bill, Tom?

***
Szczerze aż wstyd wstawiać takie krótkie g***o :P. Wybaczcie mi. Strasznie zaniedbałam to opowiadanie, a chcę, żeby choć trochę ruszyło.
Odcinek dedykuję wszystkim czytającym, odwiedzającym tego bloga i komentującym. To dużo dla mnie znaczy, dziękuję!! :-)
Dedykuję to również Madzi. C, jak zwykle zresztą :D Do zobaczenia w szkole ;-).

piątek, 31 maja 2013

5. W wąskim gronie.

Wiatr lekko powiewał moje włosy, dzisiaj było chłodno. Szedłem chodnikiem w stronę budynku szkoły. Na samą myśl o tym, że dziś będę tam sam, robiło mi się niedobrze. Nikt wprawdzie nie dokuczał mi jakoś specjalnie, ale zawsze chodziłem wszędzie z Tomem. To zmieniało postać rzeczy. Na każdej przerwie. Myślę, że to była tego przyczyna. Chodziliśmy do różnych klas, ale gdy tylko po korytarzu rozlegał się dzwonek, Tom zawsze czekał na mnie pod klasą, był bardzo opiekuńczy.
Za każdym razem, kiedy pojawialiśmy się w szkole, wszyscy patrzyli na mnie z pogardą i odrazą. Gdy co chwila mijałem kolejnych ludzi, słyszałem coraz głośniejsze, nieprzyjemne szepty. Mimo to, nikt nigdy nie zrobił mi niczego poważnego. Bo zawsze był ze mną Tom.
Kilka razy zostałem poszarpany i poobijany, ale to zdarzało się tylko wtedy, kiedy bliźniaka przy mnie nie było, tak jak dziś. A to zdarza się bardzo rzadko. Dredziarz nie wie tak na prawdę, co inni ze mną robią kiedy jestem sam w szkole. Może jedynie się domyślać...
Nim się obejrzałem, doszedłem już do szarego budynku. Uniosłem oczy ku górze i ostatni raz spojrzałem na brzydkie, ciemne i zachmurzone niebo. Głęboko wypuściłem powietrze i spuściłem wzrok na moje buty. Dzień dobry, szkoło.

***

Kiedy obudziłem się ponownie, było już pewnie koło godziny 13:00. Ziewnąłem przeciągle i już w miarę normalnie myślący i funkcjonujący, wstałem do łazienki.
Jak już doprowadziłem się do stanu użytku, wszedłem do pokoju brata. Pusto. Czyli Bill jednak wyemigrował do szkoły. Porządny chłopczyk. - Prychnąłem pod nosem. Oczywiście, nie naśmiewałem się z niego, był moim bliźniakiem, którego bardzo kocham. Uważam jedynie, że jest trochę zbyt sztywny i porządny. W tym wieku powinno się korzystać z życia. On przecież nawet nie pije piwa jak jesteśmy w naszym klubie, a jeżeli już coś, to tylko coś słabego. Nie rozumiem go. Myślę, że jak z nim trochę porozmawiam i pokażę korzyści, jakie daje wolne i szalone życie, wtedy pewnie trochę odpuści swojego perfekcjonizmu i porządności.

*

Dzień minął mi bardzo szybko. Praktycznie przeleżałem całe popołudnie, myśląc o bliżej nieokreślonych sprawach. Nawet nie wstawałem z łóżka. Życie lenia też jest ciężkie! Ma się dosyć nic nierobienia, ale jednocześnie jest się zbyt leniwym, żeby zacząć pracować, albo zrobić coś pożytecznego dla otoczenia. Wniosek by jeden: trzeba iść do klubu!
Zamknąłem oczy i czekałem na powrót bliźniaka.

***

Dzień wyglądał dosyć spokojnie, co bardzo mnie zadziwiło, ale i ucieszyło zarazem. Byłem w szkole sam, bez Dredziarza, a to zawsze kończyło się wyzwiskami lub przepychankami. Dziś nic takiego mnie nie spotkało! Co za ulga!

*

Wyleciałem z budynku szkoły, jak z procy. Nigdy nie miałem pewności, czy ktoś nagle nie zauważy, że jestem dzisiaj sam i nie będę potrafił się obronić.
Obszedłem szkołę wzdłuż ogrodzenia, jak najbliżej murowanej ściany. Szedłem bardzo szybkim i nerwowym krokiem. Marzyłem jedynie o tym, żeby znaleźć się już w domu. Siedzenie na lekcjach ze spuszczoną głową jest bardzo nużące. Tym bardziej, że nie można skupić się w ogóle na temacie, bo co chwila wszyscy na mnie zerkają i szepczą obraźliwe słowa. Do tego potrafiłem przywyknąć i nie przywiązywałem już żadnej wagi, co kto o mnie mówi. Mimo to, nie lubiłem siedzieć w szkole.
Przeszedłem już połowę drogi. Został mi do pokonana jeszcze tylko mały lasek, do którego właśnie wchodziłem. Lubiłem tędy chodzić. W tym miejscu można było się dobrze wyciszyć. Przede mną rozciągała się mała, wydeptana ścieżka, a dookoła widać było tylko przeróżne drzewa i mnóstwo zieleni. W tym miejscu było bardzo cicho. Słychać było tylko szum wiatru i czasem śpiewy ptaków. Nic oprócz tego. Przez jakiś czas wędrowałem, nie zastanawiając się nad niczym. W tym miejscu czułem się bezpieczny.

*

Co chwila zacząłem oglądać się za siebie. Od jakiegoś czasu miałem dziwne wrażenie, że ktoś za mną idzie. Nagle poczułem przypływ niepokoju. Serce szybciej mi zabiło, a ręce lekko zadrżały. Czułem na plecach czyjś natarczywy wzrok. Mimo tego, że byłem sam na ścieżce, przystanąłem i zacząłem rozglądać się wokoło.Pokręciłem szybko głową i przyspieszyłem kroku. Miałem nadzieję, że to tylko moje urojenia, i, że jednak niepotrzebnie się stresuję.
Po kilku minutach całkowicie wyszedłem z lasku i zbliżałem się do domu. Dziwne miejsce...

***

Otworzyłem natychmiast oczy, kiedy usłyszałem trzask drzwi na dole.
Bill wrócił.
Zwlokłem się z łóżka i wyszedłem a korytarz.
- Jeśli chcesz iść ze mną, to ubieraj się, zaraz wychodzę. - rzuciłem mu i wróciłem do siebie.
Oczywiście mogłem sam zadzwonić po Gusa i Geo i wybyć wcześniej do klubu, ale nie chciałem zostawiać Billa samego. Obiecałem mu i sobie, że już nigdy nie będzie siedzieć tu sam i egzystować.

*

Przebrałem się w jakieś bardziej wyjściowe ciuchy i czekałem na brata pod drzwiami. Chłopaki już czekali na nas w klubie. Po chwili pojawił się przede mną również Bill i poszliśmy do naszego stałego miejsca.

***

- Eloo chłopaki! - krzyknął do nas Geo i pomachał.
Odpowiedzieliśmy mu z Dedziarzem i przysiedliśmy się obok. Była to ta sama kanapa na której siedzieliśmy wczoraj. Na samo wspomnienie przygodnej tułaczki do domu z pijanym Tomem, aż się skrzywiłem. Obiecałem sobie rano, że jak tylko wrócę do domu, to  jeszcze raz z nim porozmawiam. Kiedy tylko wszedłem do mieszkania, oznajmił m, że wychodzi. Chciałem już zaprotestować, ale jednak nic nie powiedziałem. Wyszykowałem się i przyszedłem tu razem z nim. Powinienem się na niego wydrzeć, że już nigdy w życiu z nim nigdzie nie wyjdę, bo kiedy się schleje jak świnia, to mi wstyd. Ale odpuściłem sobie. Doszedłem do wniosku, że takimi krzykami i upomnieniami nie zmienię Toma od tak. Mimo tego, że byłem dziś zmęczony po szkole, i tak tu przyszedłem. Jakoś nie miałem ochoty na siedzenie w domu samemu, a towarzystwo bliźniaka zawsze poprawiało mi humor.
- Chłopaki, słuchajcie. Dziś jest za co pić! Gustav znalazł sobie dziewczynę! Trzeba to koniecznie oblać!

***

Udało mi się jakoś dodać. Z dedykacją dla Madzi. C. Którą bardzo kocham :-)
Dedykuję to również wszystkim czytającym i komentującym ten kit xD
Trzymajcie za mnie kciuki, we wtorek zagram w szkole ''Rette mich'' na popisie :( Boję się jak cholerka :<

sobota, 4 maja 2013

4. W wąskim gronie.

Obudziłem się z potwornym bólem głowy, to było okropne! Powoli otworzyłem sklejone powieki i od razu tego pożałowałem. Świat zawirował w kółeczko, a obraz stał się dziwnie zamazany. Jęknąłem zrozpaczony i przewróciłem się na bok. Moje ciało przygniotło jakieś inne, prawie nagie ciało. Co? Ale jak to? Czyżbym znowu zabrał ze sobą jakąś panienkę do domu? Znów powolnie próbowałem otworzyć oczy, ale światło słoneczne zbyt bardzo mnie w nie kuło. Cholera!
Miałem totalną dziurę w głowie. Jedyne co pamiętam to ciągłe dolewki alkoholu. Potem była tylko ciemność. Włożyłem dłoń pod pościel i zacząłem ''badać'' osobnika, który bezkarnie spał z nogą przełożoną przez moje udo. Mimo wszystko uchyliłem ciężkie powieki jeszcze raz, bo ciekawość i przerażenie jednocześnie, zżerały mnie od środka. Chwilę zajęło mi łapanie ostrości ale zaraz wszystko widziałem normalnie.
Osoba którą przygniotłem nie była naga. Ufff... Spod pościeli wyłaniał się jeden, szczupły, okrągły pośladek, opięty przez bardzo ciasny, czarny materiał. Już wiedziałem do kogo należy ta pupa. Bill? Co on tu robi i czemu jest prawie goły?! Moją i tak bolącą głowę zalały czarne scenariusze. Co mogło się stać? Przecież mogłem zrobić mu wszystko. To mój brat, ale trochę mnie pociągał. Tylko w sposób fizyczny. Uważałem po prostu, że jest bardzo ładny. Z resztą... Co takiego mogło się wydarzyć? Nic, prawda?
Pokręciłem głową i bezsilnie opadłem na łóżko. Kac zabijał mnie od środka.
- Aaaaaałłłł!!! - usłyszałem zduszony krzyk. Bill podniósł się tak gwałtownie, że aż spadłem z łóżka. Kiedy kładłem się, nie zauważyłem, że znów go przygniotłem. Tym razem o wiele mocniej.
Leżałem na podłodze jak nieżywy. Bałem się złości bliźniaka, ale też nie miałem siły na podniesienie się. Wszystko mnie bolało. Usłyszałem odgłos bosych stóp na podłodze i uchyliłem powieki. To co zobaczyłem, zwaliło mnie z nóg, mimo, że leżałem. Bill miał tak wściekły wyraz twarzy, że aż się zląkłem. Nigdy nie widziałem go aż tak wkurwionego. Stał, patrząc na mnie z góry ze skrzyżowanymi rękoma na nagiej piersi. Gromił mnie wzrokiem, jego czekoladowe tęczówki świdrowały mnie nienawistnym spojrzeniem. Przełknąłem głośno ślinę i powoli podniosłem się z podłogi.
- Eeee... Bill? - zapytałem tak cicho i niepewnie, jak nie ja. Moja cała pewność siebie i zlewanie każdej sytuacji odpłynęły wraz z moim szokiem, kiedy spojrzałem mu pierwszy raz w oczy. Bałem się go, dosłownie! Co mu się stało?
- Jeśli myślisz, że ci popuszczę, to się grubo mylisz. - prawie wysyczał, przez zaciśnięte zęby. Nic z tego nie rozumiałem. Bliźniak popchnął mnie tak, żebym usiadł na łóżku, co uczyniłem.
- Wczoraj wieczorem, w klubie, odwaliłeś taką szopkę, że szkoda gadać. Wstyd mi za ciebie! Zarzygałeś podłogę w kiblu i byłeś strasznie upierdliwy! Jak mały dzieciak!
- Wyluzuj, Bill... - moja głowa pękała na milion kawałeczków, kiedy dochodziły do niej krzyki bliźniaka. Bill popatrzył na mnie tym swoim wściekłym i chłodnym wzrokiem i po prostu odwrócił się na pięcie.
- Ubieraj się.
- Odbiło ci? Chyba nie chcesz iść do szkoły? - chyba coś mu na mózg siadło. Po takiej libacji on chce jeszcze na lekcje iść? Przecież jestem na kacu!
Brat westchnął tylko i wyszedł z mojego pokoju. Zauważyłem, że na stoliku nocnym leżą jakieś tabletki. Pewnie Bill o wszystko wczoraj zadbał. Bez zastanowienia łyknąłem kilka i podniosłem się z posłania. Szczerze mówiąc było mi trochę głupio z powodu mojego zachowania. Nic nie pamiętam, ale może on ma rację? Chyba zbytnio przesadzam.

***

Byłem zły na Toma, ale mimo wszystko nie wybuchnąłem na niego tak jak zamierzałem. Chyba nie ma po co aż tak zdzierać sobie strun głosowych na takiego idiotę. Postanowiłem odpuścić, ale na pewno z nim jeszcze o tym pogadam. Po prostu wczoraj przeszedł samego siebie.
Wszedłem do mojego pokoju na przeciwko i wyjąłem czyste ubrania z szafki. Rozejrzałem się jeszcze po pomieszczeniu, czy aby na pewno wszystko z niego zabrałem i powędrowałem do łazienki. Nie wiem co mój bliźniak dziś zamierza, ale ja nie chcę napędzać sobie zaległości. Idę do szkoły.

***

Leżałem kilkanaście minut zagrzebany w pościeli i wsłuchiwałem się w szum wody zza ściany. Bill brał prysznic. Po tabletkach nudności powoli ustępowały, a ja czułem, że powoli zaczynam kontaktować ze światem. Mimo wszystko nie zamierzałem dziś ruszać tyłka z łóżka. Pewnie mój dobry braciszek powie mi, co było w szkole. Jak dobrze, że go mam.
Nagle usłyszałem z dołu dźwięk tłuczonego szkła.
- Rozumiesz?! Rozumiesz?! - zza uchylonych drzwi, do moich uszu dochodziły niewyraźne krzyki matki z dołu. Aha, czyli zaczyna się kolejny cyrk.
- Jak mogłeś tego nie dokończyć Gordon, do cholery! Ja haruję całymi dniami, a ty się obijasz?! Czemu nie zrobiłeś zakupów?! - podniosłem się z łóżka i mimo wielkiej niechęci zamknąłem drzwi. Nie miałem najmniejszej ochoty słuchać ich wywodów. Awantur, to znaczy.
- Pierdolenie. - syknąłem pod nosem i znów uwaliłem się na wyro. Zamknąłem niewyspane powieki i przykryłem się pachnącą pościelą po sam nos. Tak. Uwielbiałem spać.
Przesunąłem się lekko na łóżku i do moich nozdrzy doszedł piękny zapach z poduszki obok. Na pościeli został jeszcze zapach mojego brata. Musiałem przyznać, że bardzo podobał mi się ten zapach.
Wtuliłem głowę w tą poduszkę i czułem, że powoli odpływam do krainy słów.

***

Wytarłem energicznie głowę puchatym ręcznikiem i zacząłem się szybko ubierać. Byłem już spóźniony do szkoły. Chwyciłem za suszarkę i migiem postawiłem swoje włosy, tapirując je i pryskając lakierem. Byłem już ubrany w standardowe, obcisłe ubrania. Wykonałem sobie jeszcze szybko makijaż i wyskoczyłem z łazienki jak oparzony. Nie lubiłem spóźnień. Te wszystkie pogardliwe spojrzenia...
Wbiegłem do mojego pokoju i chwyciłem plecak leżący na podłodze. Wychodząc zajrzałem do pokoju Toma. Miałem cichą nadzieję, że jednak pozbierał się i będzie towarzyszyć mi w szkole.
Jednak nie. Bliźniak już spał, rozwalony na całym łóżku. Taki mam ja z niego pożytek. Ehh... Mimo wszystko kocham go i wiele mu zawdzięczam.

*

Mega krótko i nic się praktycznie nie dzieje - wiem. Wybaczcie, ale dosłownie stanęłam na głowie, żeby to Wam opublikować. Wstawiam z okazji moich urodzin, które są za pięć dni :D Pozdrawiam Was i dziękuję za wszystkie komentarze, są bardzo motywujące! :-)

sobota, 13 kwietnia 2013

Przerwa.

Jak widać, wracam po miesiącu nieobecności. Niestety bez kontynuacji opowiadań. U mnie wiele się pozmieniało i bardzo długo zastanawiałam się, co zrobić z tym blogiem. Kilka razy rozważałam usunięcie bloga, albo zawieszenie... Po prostu przestałam to czuć. Dzisiaj wchodząc tutaj, stwierdzam, że nie zrobię żadnej z tych rzeczy. Moim marzeniem zawsze było posiadanie jakiegoś bloga i trochę szkoda mi zaprzepaścić czasu i wysiłku zagospodarowanego tutaj.
Do wakacji zostały raptem dwa miesiące. Szczerze? Raczej nie dodam do tego okresu żadnej notki. Wiecie, egzaminy i te sprawy. Postaram napisać coś w maju, ale nic nie obiecuję. W wakacje za to będę miała dużo wolnego czasu na rozmyślanie nad kontynuacją. Pozostaje mi jedynie mieć nadzieję, że jeszcze kiedyś ktoś tu zajrzy po takiej nieobecności. ;-) Trzymajcie się i do napisania niebawem! ;D

środa, 13 marca 2013

Nominacja.

Zostałam nominowana do ''The Versatile Blogger Award''



Zasady:
- podziękować nominującemu blogerowi u niego na blogu,
- pokazać nagrodę ''The Versatile Blogger Award'' u siebie na blogu,
- ujawnić 7 faktów dotyczących samego siebie,
- nominować 15 blogów, które według niego na to zasługują,
- poinformować o tym fakcie autorów nominowanych blogów.

Fakty dotyczące mnie:
1. Kocham j. niemiecki i pochłaniam go jak gąbka.
2. Nie wyobrażam sobie życia bez Tokio Hotel.
3. Mam bardzo mało przyjaciół, raczej chodzę własnymi ścieżkami.
4. Miałam ciężkie i smutne dzieciństwo.
5. Wszystko robię na ostatnią chwilę, jestem leniwa i mam kiepskie oceny w szkole.
6. Co kilka dni śni mi się Tokio Hotel.
7. Lubię wyjeżdżać daleko za granicę.

Nominuję:
1. http://over-the-rainbow-twincest-by-illusion.blogspot.com
2. http://ihateyouandyetilovee.blogspot.com
3. http://ty-krol-ja-pan.blogspot.com
4. http://nur-mit-dir-zusammen.blogspot.com
5. http://gonna-be-ok-one-day.blogspot.com
6. http://gegen-liebe-gegen-hass-twincest.blogspot.com
7. http://pokochaj-mnie-bxt.blogspot.com
8. http://twincest-bill-i-tom.blogspot.com
9. http://thtwincest483.blogspot.com
10. http://automatic-darksideofthesun.blogspot.com
11. http://wyrwane-z-pamieci.blogspot.com
12. http://es-ist-gegen-meinen-willen.blogspot.com
13. http://diva-twincest.blogspot.com
14. http://because-life-is-a-crown-of-thorns.blogspot.com
15. http://ty-i-ja-to-my.blogspot.com

sobota, 9 marca 2013

Nowej notki teraz nie będzie...

Kochani... Nie wiem, od czego zacząć najpierw.
Nowa notka miała się pojawić wczoraj, ale na razie nie będę tu zaglądać... Nie jestem w stanie normalnie myśleć. Wczoraj dowiedziałam się, że moja ukochana babcia, która zawsze była przy mnie, znajduje się w szpitalu i jest w śpiączce. Nie mogę mieć z nią jakiegokolwiek kontaktu, bo dostała wylewu . Nie mogę po raz ostatni powiedzieć jej, jak bardzo ją kocham... Chyba rozumiecie stan w jakim się teraz znajduję? Muszę zaczekać do wtorku, jeżeli we wtorek się nie obudzi, to już koniec...
Nie chcę porzucać tego bloga, dlatego informuję o przerwie, która nie wiem ile będzie trwać... Czekam do wtorku, jeżeli się okaże to, co najgorsze... Możliwe, że wrócę dopiero za miesiąc lub dwa... Mam nadzieję, że nie odwrócicie się ode mnie i przetrwacie tą przerwę... Wrócę do pisania tak szybko, jak tylko pozwoli mi na to moja psychika. Wierzę, że będzie to już niebawem... Trzymajcie się...

poniedziałek, 4 marca 2013

3. W wąskim gronie.

Spojrzałem zdenerwowany na towarzyszy i już zacząłem podnosić się ku wyjścia. Bliźniak nagle objął od tyłu moje biodra i pupę, kiedy wstałem.
- Czarnulkuuuu! Zostań! Przecież tak ci się podobało! - wykrzyczał zrozpaczony Tom, ledwo siedząc na kanapie. Prawie z niej spadł.
Jego nacisk był tak duży, że zsuwał mi spodnie z tyłka. Wtulił zmęczoną alkoholem twarz w dół moich pleców. Jego policzek otarł się o moje pośladki, byłem w kropce.
- Zooostań, proszę... - wychlipał, śliniąc mi z tyłu koszulkę.
Nie wiedziałem co począć. Strzelić mu w ryja i uciec, czy może zaciągnąć go do domu i tam zrobić awanturę? Byłem wściekły. Tom już przesadzał. Rozumiem, że po pijaku wygaduje się różne bajki, ale obłapywanie to gruba przesada. Znałem zasady swojej moralności!
Już miałem wyrwać się z jego uścisku i przemówić do rozsądku, kiedy nagle skrzyżowane ręce bliźniaka na moim podbrzuszu poluzowały się i jedna z nich wylądowała w okolicach krocza. Myślałem, że oszaleję ze wstydu, strachu i złości. Chwyciłem natychmiast rękę brata i szybko obróciłem się do niego przodem. Dredziarz łypnął na mnie jeszcze tym zapijaczonym wzrokiem i prawie leżał na podłodze.
- Billy... - wybełkotał już ledwo zrozumiale.
Gustav usnął z głową na stole a Georg oglądając to wszystko zaczął cichutko chichotać i dostał czkawki. Spojrzałem na nich gardzącym wzrokiem. Jak można się tak urżnąć w godzinę? Podniosłem zwłoki brata z podłogi i posadziłem go znów na skórzanej kanapie. Poprawiłem sobie spodnie, które Tom prawie mi ściągnął, próbując mnie zatrzymać, i przysiadłem koło niego.
- Billy... - powtórzył i oparł głowę na moim ramieniu. Już prawie spał, tak jak Gustav.
- No już, już cicho. Zostanę, tylko się opanuj Tom. - szepnąłem mu na ucho. W odpowiedzi usłyszałem niewyraźne burknięcie. Brat popatrzył na mnie dziwnie otępiałym wzrokiem i uśmiechnął się.
- Billy, zaraz puszczę pawia... - położył głowę na moich kolanach.
- Co?! Tom, natychmiast wstawaj! - złapałem go za ramię i podniosłem gwałtownie do pionu. Co jak co, ale ja nie chcę  mieć zarzyganych ciuchów! Jestem w stanie wybaczyć mu nawet to wcześniejsze obmacywanie, ale tego bym nie przeżył!
Pociągnąłem go za rękę i pobiegliśmy do toalety.

***

Było mi niedobrze. Mój czarnulek chyba się zdenerwował, bo tak od razu chciał uciec do domu. Ale dlaczego?! Było nam tak dobrze, tamtej nocy! Mmmm... Czemu się tego wstydzi?
Objąłem go mocno od tyłu, żeby nigdzie nie szedł. Stał bez ruchu, ale po chwili usiadł koło mnie i powiedział, że zostanie.
Czułem jak zbiera mi się na wymioty. Nie wiem w końcu ile wypiłem, ale wyraźnie przeholowałem. Przez pierwsze chwile, było mi błogo i przyjemnie a teraz chciałem po prostu umrzeć. Do tego byłem okropnie śpiący. Jeszcze nigdy nie zrobiło mi się tak niedobrze po używkach. To zły znak?
- Podejdź tu i nachyl się Tom. - Czarny ponaglił mnie gestem ręki, kiedy byliśmy już w kabinie toalety.
- Mmm... Bill, ja chcę do domu... - wymamrotałem, bo nagle poczułem silny skurcz w brzuchu. Zamroczyło mnie. Upadłem na kolana tuż przed sedesem i z głuchym jękiem, zwróciłem zawartość swojego żołądka.

***

- Toooomm, co ja ci mówiłem? Miałeś się nachylić... - westchnąłem zrezygnowany.
Bliźniak złapał się moich ud i próbował bezskutecznie podnieść się z brudnej podłogi. Włożyłem mu ręce pod pachy i uniosłem do góry, pomagając wstać. Obejrzałem jego twarz dokładnie, marszcząc przy tym brwi.
- Chodź Tom, zanim ktoś każe nam to sprzątać, zmywamy się. - ominąłem z niesmakiem kałużę wymiocin, ciągnąc w tyle dredziarza.
Chwilę potem, przepychaliśmy się przez roztańczony tłum na zewnątrz.
- Billuniu, nie! - Tom uwiesił mi się na szyi i wydarł do ucha.
- Nie drzyj się tak, słyszę! Co: nie?
- Nie idź! Co z chłopakami?!
Aaa... No właśnie o nich zapomniałem. Po chwili namysłu postanowiłem ich zostawić. Wiem, że są zalani, ale trudno. Znają przecież okolicę a w klubie raczej nic złego im się nie stanie, prawda?
- Chłopaki jeszcze zostają, Tom. - odparłem, po czym pchnąłem wielkie drzwi wejściowe. Nareszcie udało nam się wydostać. Do domu było blisko, a ja podejrzewałem, że rodzice mogą spać. Nigdy nie zwracali na nas uwagi, a w szczególności matka. Nie orientowali się też, gdzie wychodzimy. Natomiast nic nie było pewne. W domu mogło nas czekać dosłownie wszystko. Na dodatek wiedziałem, że będę miał jeszcze dziś i jutro z Tomem niezły cyrk. Mam ja z nim los... A on słabość do alkoholu...

*

Byłem wymęczony. Po drodze, którą zazwyczaj pokonywaliśmy w 10 min., teraz tułaliśmy się prawie 40. Już nie miałem siły się nawet na niego złościć, ani robić wyrzutów. Zostawię to sobie na rano. Na dzisiejszy dzień miałem dość wrażeń i użerania się z bliźniakiem.
Kiedy staliśmy przed drzwiami mieszkania, złapałem Toma za ramiona i spojrzałem w jego rozbiegane tęczówki. Mimo tego, że było ciemno, chciałem by na mnie spojrzał. Westchnąłem cicho i złapałem go za brodę.
- Posłuchaj Tom, nie jest jeszcze jakoś bardzo późno i nie wiem, czy rodzice śpią. Dlatego musisz być bardzo cicho, morda w kubeł, zrozumiano? Nie mogą się zorientować co robiliśmy i gdzie byliśmy. Chcę uniknąć niewygodnych pytań, okej? - spojrzałem z nadzieją w jego oczy. Może przyswoił chociaż część tego, co powiedziałem. Brat milczał.
Nacisnąłem powoli klamkę i usłyszałem charakterystyczny szczęk. Drzwi ustąpiły. Rozejrzałem się dookoła po ciemnym holu i odetchnąłem z ulgą. Spali. Światła były pogaszone a zza drzwi sypialni usłyszałem głośne chrapanie Gordona. Obróciłem się do Toma i chwyciłem go za dłoń.
- Chodź, tylko szybko! - szepnąłem i po chwili wciągałem go po schodach na górę. Wypuściłem głęboko powietrze, kiedy usadziłem go na łóżku w jego pokoju.
- Billy, Billy... - mamrotał na wpół przytomnie. Podświadomie już prawie spał.
- Rozbieraj się Tom, musisz iść spać. Jutro tak cię opierdolę za twoje zachowanie, że się nie pozbierasz. Poza tym, musimy iść przecież do szkoły, a ty musisz dojść do siebie. - burknąłem już obojętnie. Chciałem żeby położył się w końcu grzecznie spać i dał mi święty spokój. Tak bardzo pragnąłem iść już do siebie.
- Czarnulku, spać... - mruknął, wciskając twarz w poduszkę. No nie... Po tym wszystkim muszę jeszcze pomóc mu ułożyć się do snu?! Ehh... Tom chyba będzie mi musiał jutro podziękować na kolanach. Ma szczęście, że jego bliźniak ma miękkie serce...
Podszedłem do jego łóżka i pochyliłem się nad jego uchem.
- Tommy, wstań. Pomogę ci się rozebrać i położyć.
- Mghh... - jęknął głucho w poduszę i nie poruszył się nawet o milimetr. Matko Boska, on po pijaku jest nie do zniesienia! Chyba wyślę go na odwyk, żeby pił samą wodę i soczki w tym pieprzonym klubie! Wszystko trzeba za niego robić! Podniosłem go do siadu i chwyciłem jego obszerną koszulkę. Dredziarz nie chciał współpracować, więc dosłownie zszarpywałem ją na siłę. Udało się. Bliźniak był zupełnie nieprzytomny i otumaniony. Siedział na skraju łóżka ze spuszczoną nisko głową. Przez chwilę nawet się zastanawiałem, czy już nie usnął na dobre. Chwyciłem go lekko za nagie ramię, żeby się położył. Jego ciało opadło bezwładnie na białą, puchatą pościel. Potem zdjąłem jego adidasy i skarpetki. Zostały mi tylko workowate spodnie, których pozbycie się sprawiło mi wiele trudności. Mocowałem się chwilę z guzikiem, ale w końcu i on ustąpił.
- Podnieś tyłek, chcę ci pomóc. - jednak nie spał, bo jego biodra podniosły się lekko do góry.
Kiedy leżał już w samych bokserkach na kołdrze, odsunąłem go lekko na bok i wyciągnąłem materiał spod jego ciała, przykrywając go nim. Odwróciłem się i chciałem wyjść z pokoju, ale bliźniak nagle ocknął się ze swojego półsnu i zaczął krzyczeć jak oparzony.
- Bill!!! Niee!!! Dokąd idziesz?! Miałeś spać!
Nie! Koniec troszczącego się braciszka! Co ja mu kurwa, mówiłem o darciu japy?!
- Tom! Stul pysk! Co ja ci mówiłem przed drzwiami?! Chyba nie chcesz obudzić starych!
- Ale czarnulku! Billuniu...! - zaczął wygrzebywać się spod kołdry. Nie, tylko nie to! Tyle się namęczyłem, żeby go położyć, a on chce teraz wstać i hałasować? Wystraszyłem się. Nie chcę mieć znów na pieńku z matką.
Podbiegłem do niego i siłą wepchnąłem z powrotem do łóżka.
- Dobra, Tom. Cicho, śpij już, błagam.
- Ty też miałeś iść spać! Dlaczego nie śpisz?!
- Właśnie chcę iść się położyć, nie krzycz tak. - prosiłem cicho.
- Ale gdzie?! Ty ze mną masz spać! - wmurowało mnie.
- Zapomnij Tom i ciszej bądź!
- Nie przestanę, dopóki się nie położysz obok mnie! Sam nie zasnę! - podniósł głos jeszcze bardziej. O, nie...
Złapałem go za buzię i przycisnąłem do poduszki.
- Dobra, tylko błagam, nie odzywaj się już! - zaczął gryźć mnie w rękę, więc ustąpiłem.
Szybko zgasiłem światło i rozebrałem się do bielizny, miałem dość ceregieli brata na dziś. Jutro zrobię mu awanturę roku! Wślizgnąłem się pod ciepłą pierzynkę i zostałem natychmiastowo przyciągnięty na drugi koniec łóżka. Dredziarz obrócił mnie do siebie przodem i przytulił mocno. Położył głowę w zagłębieniu mojego obojczyka i po chwili usnął.

***

Dziś coś takiego powstało na audycjach, W-Fie i geografii :D Dedykuję ten rozdział mojej kochanej Madzi. Ce, z którą miałyśmy dziś niezłe zwały z powodu mojego pisania na lekcjach xD Masz i ciesz się. W końcu możesz to przeczytać! :D
Ten odcinek chciałabym też dedykować kochanej Mazohyst i heavenliar, kocham Was <3 :D

czwartek, 28 lutego 2013

2. W wąskim gronie.

Siedziałem zagrzebany w górze miękkich poduszek na łóżku i szperałem w moim laptopie. Szukałem dokładnie jakiś fajnych miejsc, gdzie mógłbym spędzić czas z chłopakami i trochę podpić. Pub w okolicy naszego mieszkania był spoko, ale wydawał mi się z lekka nudny. Tyle lat już tam chodzę, w dodatku prawie codziennie. Była to nasza stała miejscówa. Znałem dokładnie każdy schowek na mopy i każdą najciemniejszą dziurę tego lokalu. Mimo wszystko zawsze tam wracaliśmy. Miałem do tego miejsca cholerny sentyment. W końcu to tam poznałem Gusa i Geo, no i też zaciągnąłem po raz pierwszy Billa, żeby nie gnił sam w tym domu, z pojebanymi rodzicami.
Kiedy zrezygnowany, po nieudanej próbie poszukiwań chciałem zamknąć laptopa, do moich drzwi zapukał cicho bliźniak. Wszedł do środka bez pytania. Znudzony podniosłem na niego wzrok i na chwilę oderwałem się od rzeczywistości. Czarny stał na środku pokoju trzymając się pod boki i szczerzył się do mnie radośnie. Był ubrany w nowe ciuchy i powoli obkręcił się dookoła.
- I jak ci się podoba? Mogę dziś tak wyjść? - zapytał podekscytowany.
Przyglądałem mu się zafascynowany jeszcze przez chwilę. Bardzo podobało mi się ciało Billa. Uwielbiałem oglądać mojego brata. Wszyscy byli zdania, że jest on chudy, ale dla mnie Billy był po prostu bardzo szczupły. Czasami nie mogłem się oprzeć i zwyczajnie dawałem mu klapsa w tyłek, lub gładziłem jego policzek. Było to oczywiście dla żartów, ale nie zmieniało to nigdy faktu, że Bill wydawał mi się bardzo ładny i pociągający. W końcu to mój bliźniak, po części ma to po mnie. Uśmiechnąłem się głupio do swoich myśli i znów spojrzałem na Billa.
- Wyglądasz świetnie, jak zwykle braciszku... - puściłem mu oczko i powoli wstałem z łóżka. Już czas, żeby się przygotować do wyjścia.
- Cieszę się, że ci się podoba. - odwzajemnił mój uśmiech. Pogadaliśmy jeszcze przez chwilę, po czym brat ulotnił się z mojego pokoju.

***

Dziś w domu było w miarę spokojnie. Nawet Gordon z matką siedzieli cicho, co wydawało mi się dziwne. Mimo wszystko i tak, jak mieliśmy to z Tomem w zwyczaju, zamierzaliśmy udać się do naszego klubu. Od tamtego feralnego momentu, kiedy w końcu przełamałem się i spytałem, czy mogę wyjść z Tomem, stało się to już pewnego rodzaju rytuałem. Wychodziliśmy w to znajome miejsce, gdy tylko był czas. Zawsze myślałem, że dredziarz chodzi za każdym razem gdzieś indziej, byleby tylko wyrwać się od tej rzeźni i nudy w domu. Zdziwiłem się jednak, kiedy za każdym razem prowadził mnie to tego samego miejsca, żeby spotkać się z kumplami. W sumie nie przeszkadzało mi to. Traktowałem nasze wyjścia neutralnie. Był to tylko dla mnie rodzaj urozmaicenia czasu. Wszystko, żeby tylko nie zostać samemu w domu z kłócącymi się rodzicami! Zawsze po szkole, nawet kiedy odrobiłem wszystkie lekcje, a na dole znów słyszałem trzaskające szafki i wyzwiska, jakoś siedzenie przy komputerze, słuchanie muzyki, czy pisanie tekstów nie wydawało mi się pociągające. Zdecydowanie wolałem towarzystwo bliźniaka.

*

Szliśmy z dredziarzem chodnikiem. Będąc blisko lokalu, z daleka już widziałem machających nam Gustava i Georga.
- Siemka Tom, siemka Billuś... - Georg obstrzelił mnie wzrokiem i zagwizdał cicho pod nosem. - No, no, no! Ale żeś się dziś odstrzelił, Bill! - poklepał mnie rozweselony po ramieniu i po chwili wszyscy weszliśmy do ciemnego klubu. Dziś tłok był trochę większy niż zwykle, ale i dla nas znalazło się miejsce gdzieś w rogu. Usiadłem na skraju kanapy, koło bliźniaka.

***

Nie wiem co mi było, ale miałem ogromną ochotę urżnąć się dziś w trupa. Zazwyczaj piliśmy kilka kolejek, lub po razie coś mocniejszego. Tego wieczora owładnęła mną silna żądza, aby mocno zaszaleć. Nie obawiałem się o powrót do domu, bo Bill prawie wcale nie pił. Czasem był to mały kieliszek, albo jedna puszka, natomiast nigdy nie tracił kontaktu z rzeczywistością. Myślę, że przychodził tu ze mną za każdym razem, tylko dla towarzystwa. W sumie go rozumiałem. Też nie chciałbym siedzieć sam w domu wieczorami.
- To co chłopaki? Jedziemy dziś po całości? - zapytałem.
- Pewnie! Dawaj czystą! - zapiał wesoło Gustav.
Gutek był raczej spokojnym osobnikiem. Jego dzika natura odzywała się dopiero przy nas, gdy zaczynaliśmy pić lub robić coś innego. Nie był zbytnio rozmowny, wolał konkrety. Dyskusje przeważnie toczyły się między mną, Billem i Georgiem. Gus tylko od czasu do czasu wtrącał swoje zdanie.
Gdy kelnerka przyniosła nasze trunki, od razu zabraliśmy się za rozpracowywanie ich. Cicha, taneczna muzyka sącząca się z głośników i ten przyjemny szum w głowie. To najbardziej lubiłem w tym miejscu.
- Więc co tam u was słychać chłopaki? Jak w szkole? Po co żeś się tak wystroił Bill? - rzucił na początek rozbawiony czymś Geo.
- Spoko w sumie. Dziś w domu nie było żadnej awantury. To aż dziwne! - zaśmiałem się cicho.
- Bo lubię ładnie wyglądać. - dodał cicho bliźniak.
Chyba był z czegoś niezadowolony, bo wydawał się być taki nieobecny duchem.
- Oj rozchmurz się! Masz! - podałem mu jakiś trunek, w większej ilości. Bliźniak bez słowa wziął ode mnie naczynie, po czym pociągnął solidnego łyka. Chyba coś mu leżało na sercu. Może jak promile wejdą mu do krwi, wtedy się otworzy. Wiadomo, alkohol rozplątuje język.

*

Po dobrej godzinie, kiedy przepiliśmy większość tego co stało na stole, przyszedł czas na ostre gadki.
- No to chwal się Tom, kogo ostatnio wyruchałeś? - spytał zaciekawiony Georg.
Niezbyt kontaktowałem ze światem. Moje dzisiejsze życzenie spełniło się, bo już wcześniej, po piątym kuflu czułem, że odfrunąłem. Było mi przyjemnie i błogo. Miałem wrażenie, że Gus i Geo też już nie kontrolowali swoich słów i czynów. Georg wypowiedział to zdanie dziwnie drżącym głosem. Takim podpitym. Zresztą wiedziałem, że obaj wypili tyle co ja. Byliśmy nieźle wstawieni. Jedyną zagadką był w tamtym momencie Bill. Nie wiedziałem jak się trzyma, bo nie zwracałem uwagi ile pije. Znając go, zaprzestał pewnie na tamtym jednym trunku, który mu podałem.
Zacząłem się intensywnie zastanawiać, czy ta dziewczyna, była na pewno dziewczyną. O ile sięgam pamięcią miała, yyy... a może miał? Niee... Przecież ja posuwam tylko piękne i cycate panienki! Chyba zbyt dużo wypiłem. Zaczęło kręcić mi się w głowie i gadałem od rzeczy.
- To była na pewno... - zacząłem głęboko się zastanawiać. Przymknąłem powieki. Przyjemnie szumiało mi w głowie.
Miała czarne, długie włosy i była bardzo szczupła... Oczyma wyobraźni wszystko widziałem. Chwileczkę... Bill?!
Tom nie zdawał sobie sprawy, że w jego krwiobiegu płynęła już tak duża dawka procentów, iż nawet pamięć robiła mu śmieszne psikusy. Tak naprawdę była to ostatnio spotkana w szkolnej bibliotece Ann. Typowa, klasyczna, czarnowłosa piękność, bardzo szczupła z pokaźnym biustem, dająca dupy każdemu. Dredziarz oczywiście miał wielkie dziury w pamięci z powodu spożytego alkoholu, więc nie kojarzył faktów. Pamiętał jedynie, że ostatnie ''coś'', co posuwał, miało czarne włosy i było szczuplutkie. Dokładnie, tak jak jego brat!
Odwróciłem twarz w stronę czarnowłosego i przyjrzałem mu się przez chwilę. Oblizałem się lubieżnie i byłem pewien. Tak! To na stówkę musiał być on!
- To był na pewno mój czarnulek! - podsycony Tom natłokiem myśli, prawie wykrzyczał to zdanie. Natychmiast przysunął się do brata na niebezpiecznie bliską odległość. Przysunął go za biodro bliżej siebie i szybko położył dłoń na jego udzie. Przejechał nią powolnie, od kolana, aż po samo krocze. Zdezorientowany Bill wytrzeszczył oczy.

***

Przez godzinę nie wypiłem zbyt wiele. Jakoś wcześniej zaczęła boleć mnie głowa i już na dzień dobry Georg wypytywał mnie o mój strój. Jakoś popsuł mi się humor.
Przysłuchiwałem się rozmową pozostałej trójki i od czasu do czasu sam też coś dopowiedziałem. Nie chciałem im przerywać, widząc jak namiętnie prowadzą dyskusję. Po krótkiej przerwie, na ''dolewki'', Geo zaczął pikantne tematy. Spytał bliźniaka, kogo ostatnio zaliczył. Jako iż już byłem trochę śpiący i zmęczony, po prostu bez słowa przyglądałem się ich paplaninie. Tom z początku próbował coś powiedzieć, ale nagle urwał. Jego twarz wyrażała wielką zadumę i przemyślenia. Po chwili, po prostu wrzasnął radośnie:
- To był na pewno mój czarnulek!
Z początku nie wiedziałem o kogo chodzi, więc zdziwiłem się lekko, ale gdy spojrzał na mnie dziko i chwycił moje biodro, przeraziłem się!
Pamiętam kilka takich sytuacji, kiedy Tom żartował ze mnie, lub robił dziwne rzeczy, niby dla ''żartów''. Nie robiłem z tego wielkiego halo, bo to w jego zachowaniu naturalne, że czasem klepnie mnie w tyłek, czy powie jakiś sprośny tekścik przy towarzystwie. Takie ot, małe zaczepki. Ale teraz byłem nadludzko wystraszony! To wszystko działo się tak szybko! Po prostu chwycił mnie, po czym przysunął bardzo blisko siebie. Następnie uśmiechnął się jak zboczeniec i przejechał dłonią po moim całym udzie. Wytrzeszczyłem oczy, a Georg zagwizdał donośnie, uśmiechając się z triumfem. Wszyscy byli mocno pijani, nie dało się tego nie zauważyć. Dlatego mój strach urósł jeszcze bardziej. Nie wiedziałem co oni mogą mi zrobić, skoro mój własny bliźniak był już tak schlany, że zaczął majaczyć o tym, iż rzekomo mnie przeleciał. Absurd!
Strąciłem rękę Toma i zacząłem szukać wzrokiem wyjścia. Chciałem jak najszybciej udać się do domu. Nie podobała mi się ta sytuacja.

1. W wąskim gronie.

Znów to samo. Cały dom pękał w szwach od kolejnej kłótni między mamą i Gordonem.
Gordon był z pozoru spokojnym i zwykłym, pracującym mężczyzną, ale pozory często lubią mylić. Naprawdę ojczym był wybuchowym awanturnikiem, stojącym murem za swoimi wszelkimi argumentami.
Mamuśka też była niczego sobie. Wystarczyło, że nie wykona się jakiegoś z jej poleceń i w domu wszyscy nawzajem zaczynali się sztyletować.
Z początku ja i Tom byliśmy przejęci. Wiadomo, małe dzieci i takie wrzaski to niezbyt dobre połączenie. Po latach, kiedy wściekła matka lub odchodzący od zmysłów Gordon zaczynali się awanturować, wtedy ja z bliźniakiem, starsi już i mający swoje problemy i zainteresowania, po prostu wymienialiśmy porozumiewawcze i pobłażliwe uśmiechy i zwyczajnie, niczym nie wzruszeni, zamykaliśmy się w swoich pokojach na piętrze. Te ich wszystkie kłótnie były nudne, a atmosfera w domu niby normalna, ale strasznie monotonna.
Dredziarz miał swoich kumpli - Gustava i Georga. Poznał ich trzy lata temu w pewnym klubie, kiedy zaczął trochę imprezować. To normalne, że chciał choć na chwilę gdzieś się wyrwać, poza dom pełen nudy i ciągłych sprzeczek.  Ja zawsze zostawałem sam, siedząc na swoim łóżku i marząc, aby brat choć jednego wieczora został razem ze mną, podczas napiętej atmosfery między rodzicami. Nigdy mu tego nie powiedziałem. Mimo tego, że byliśmy bliźniakami i dosyć często rozmawialiśmy, w pewnym sensie wstydziłem się okazać mu moją słabość. Pewnego razu nadszedł taki dzień, kiedy nie mogłem znieść już tej samotności, podczas kolejnej wojny matki z ojczymem. Tom jak zwykle zajrzał na chwilę do mojego pokoju, żeby oznajmić mi, iż wychodzi z Gusem i Geo do klubu się trochę zabawić. Spojrzałem na niego wzrokiem pełnym tęsknoty i w pośpiechu zszedłem z pościeli. Wybiegłem z pokoju i przytrzymałem go delikatnie za dłoń, patrząc mu prosto w czekoladowe tęczówki z obawą.
- Tom... - szepnąłem cicho. - Czy mógłbym iść... Z tobą...? - powiedziałem to głosem tak pełnym niepewności, jakbym wyznawał mu jakiś ciążący sekret.
Tom patrzył na mnie przez chwilę, po czym zamyślił się. Cały czas badawczo przyglądał się mojej twarzy.

***

Nie mogłem zrozumieć, dlaczego Bill jest taki skruszony i wystraszony. Przecież to oczywiste, że może ze mną chodzić gdzie chce i to bez przyzwolenia. Zacząłem imprezować, bo głowa dosłownie mi pękała słysząc jakieś durne oskarżenia matki. Szczerze mówiąc zastanawiałem się, czemu ona w ogóle za tego Gordona wyszła, skoro nie ma dnia bez jakiejś kłótni i tłuczących się naczyń? Chyba nigdy nie zrozumiem tej kobiety. Z ojcem było tak samo. Dlatego też między innymi się z nim rozwiodła. To, co robiła, było po prostu śmieszne i nigdy niestety to do niej nie docierało.
Na pewnej z imprez w klubie poznałem Gustava i Georga. Spoko chłopaki, od razu zaczęliśmy ze sobą dobrze się dogadywać i w sumie znamy się już przez trzy lata. Nie mogłem zrozumieć brata, dlaczego ciągle wieczorami zostaje w domu. Nigdy nie szukał sobie jakiegoś zajęcia a widziałem, że wojny domowe znosił tak samo źle jak ja. Nie przyszło mi do głowy, żeby zaproponować mu wspólne wyjścia, ale najwidoczniej sam się przełamał, bo wyglądał na naprawdę wytłamszonego spędzając tyle lat samotnie w swoim pokoju, kiedy mnie nie było.

***

- Jasne Billy, szykuj się i idziemy! Poznasz w końcu Gusa i Geo. - puściłem jego dłoń i uśmiechnąłem się lekko na jego słowa. Ucieszyło mnie to, że mimo wszystko brat ma ochotę na spędzanie ze mną czasu i zapoznawanie mnie ze swoimi kumplami. Mimo jego charakteru i dominującego stylu bycia, dla mnie zawsze był w miarę łagodny i normalny. Czasem sami też się sprzeczaliśmy i dochodziło między nami nawet do rękoczynów, ale nigdy nie odbywało się to w takim stopniu, jaki prezentowali dorośli w tym domu. Żenujące.
Mój wygląd był bardzo wyzywający, jak określała to matka. Byłem bardzo chudy, nosiłem przeważnie obcisłe rzeczy, miałem długie, pomalowane na czarno paznokcie i mocny makijaż. Taki się sobie zawsze podobałem i mimo licznych docinek ze strony świata, nigdy z tego nie zrezygnuję. Czuję się w stu procentach sobą. Przeważnie byłem wdzięczny Tomowi za to, że nigdy się do tego nie przyczepił. Był przykładnym, wspierającym bliźniakiem.

*

W ten sposób minęło kilka miesięcy, kiedy Bill razem z dredziarzem wychodzili w każdy wolny wieczór do kluby, żeby spotkać się z Gustavem i Georgiem. Klub według Toma był dosyć neutralnym miejscem. Przeważnie tylko tam się spotykali. Zawsze było dużo alkoholu i rozmowy na każde tematy. Chłopaki od razu bardzo polubili czarnowłosego i bez problemu wkręcili go w swoje wąskie grono. Oczywiście nie obeszło się bez drobnych zaczepek, co do wyglądu Billego, ale to było normalnością. Bill wychodził z bratem co noc, tylko dlatego, żeby nie spędzać czasu w samotności. Nienawidził tego.

***

Witam Was więc. :-)
Obmyśliłam wszystko wczoraj i wpadł mi taki pomysł na nowe opowiadanie. Jeżeli Wam się nie spodoba, usunę je.

poniedziałek, 25 lutego 2013

Na dobry początek. 11/??

Tom kiwnął tylko głową i sięgnął szybko do szafki po lubrykant. Wsmarował wilgotny żel w swojego wzbudzonego członka i rozsunął bardziej moje nogi.
Poczułem jak chłodne i wilgotne palce zagłębiają się w moim wejściu. Z początku czułem tylko lekki dyskomfort, ale gdy bliźniak zaczął rytmicznie poruszać ręką, czułem powoli narastającą przyjemność.
- Aaaaahh.... Mmmm... Toom, już, już!... Ja zaraz skończę! - wydusiłem ledwo, wyginając ciało w cudownej ekstazie. To był mój pierwszy raz. Nie tylko z chłopakiem, ale to był mój pierwszy raz w ogóle. Nigdy wcześniej, raczej nie myślałem o tym, żeby odbyć pełny stosunek, a tym bardziej, żeby ktoś zaspokajał się we mnie. Mimo wszystko, warto było się tego podjąć, to takie elektryzujące!
- Tak szybko? - zdziwił się dredziarz i wysunął palce z mojego wnętrza. Chyba stwierdził, że jestem dosyć rozciągnięty i gotowy na dalszą zabawę, bo po chwili poczułem, jak jego penis, powoli wsuwa się we mnie.
- Au! - krzyknąłem. To już zabolało.
- Zaraz przestanie, Billy... - wyszeptał Tom, głaszcząc mnie przelotnie po nagim i spiętym udzie.
Gdy Tom już był cały we mnie, przez kilka minut nie wykonywał żadnego ruchu, żebym mógł się przyzwyczaić.
- Już Tom, działaj!
Jak na zawołanie. Chłopak z dredami od razu wykonał kilka powolnych ruchów biodrami.
Najpierw czułem tylko ból, ale po chwili moje wnętrze przyzwyczaiło się do dziwnego uczucia. Na miejsce dyskomfortu, weszła tylko i jedynie rozpływająca przyjemność.
- Mmmm... Tom... - jęczałem zaciskając powieki. Tym razem tylko z przyjemności.
Bliźniak pochylił się do mojej twarzy i ucałował krótko moje usta, nadal poruszając leniwie biodrami.
- Obiecuję, że to będzie najlepsza noc twojego życia. - wyszeptał ledwo słyszalnie.
Tom nie był pewien, czy bliźniak kiedykolwiek uprawiał seks. Z góry zakładał, że był to jego pierwszy raz. Nawet nie zdawał sobie sprawy, jak nieomylna była jego intuicja.
Tej nocy, chciał pokazać Billowi, jak bardzo go kocha i jak strasznie mu wstyd za jego poprzednie, niewytłumaczalne zachowanie.
Tom złapał bliźniaka za uda i uniósł lekko do góry. Efekt widoczny był od razu. Czarnowłosy chłopak, w tej chwili wprost darł się z rozkoszy. Natychmiast podniósł powieki, a jego szeroko otwarte oczy zaszły cieniem podniecenia. Tom przyspieszył swoje ruchy. Pod tym kontem, jego członek idealnie trafiał w ''magiczny punkt'' brata, doprowadzając go tym samym na skraj rozkoszy.
Myślałem, że zwariuję! To było takie dobre!
Wraz z rytmicznymi pchnięciami brata, moje jęki stawały się coraz głośniejsze. Mimo tego, że z początku byłem na niego wściekły za to, że skuł mi ręce, teraz byłem mu wdzięczny. To podniecało mnie jeszcze bardziej.
Moja erekcja aż mnie bolała. Mój penis również dopraszał się pieszczot. Wypchnąłem biodra jeszcze bardziej, sugerując bratu o co mi chodzi. Zareagował od razu. Jego wilgotna dłoń zamknęła się szczelnie na moim członku. Po chwili zaczął nią wykonywać rytmiczne ruchy w górę i w dół, zgrywając się z ruchami swoich bioder.
Krzyk to złe określenie. Teraz dosłownie darłem się, głośno jęcząc i błagając, żeby nie przestawał.
- Mmmmm... Taaak, Tom! Aaaaaaa! - oszalałem.
Bliźniak wykonał kilka ostatnich pchnięć, jęcząc równie głośno. Doszliśmy obaj w tym samym momencie. Poczułem jak ciepła maź wypełnia mnie od środka i w tym samym czasie, jak brudzę sobie brzuch moim nasieniem.
Tom opadł na mnie nic nie mówiąc. Czułem jego szaleńczy puls i nierówny oddech. Ja również przymknąłem wykończone powieki i powoli starałem się unormować oddech. Po kilku minutach leżenia w ciszy, bliźniak poruszył się niespokojnie.
- Bill, to było...
- ...cudowne. - skończyłem za niego.
- Tak. Cudowne. - dopowiedział jeszcze i sięgnął ręką nad moją głową, aby odpiąć moje ręce. Po chwili moje kończyny były znów wolne i od razu objęły nagie ciało Toma.
- Dziękuję ci Bill. - usłyszałem tuż koło mojego ucha.
- To ja ci dziękuję Tom. To było wspaniałe. Gdyby nie ty, nigdy nie spróbowałbym, jak to smakuje.
- Nie przesadzaj. - zaśmiał się cicho. - To był twój pierwszy raz?
Mimo tego, że leżę całkiem nagi i przed chwilą uprawiałem gorący seks, moje policzki oblał rumieniec. Taka była już moja natura. Nie ważne co robiłem, onieśmielić mnie łatwo, nawet takim pytaniem!
Tom uniósł lekko głowę i zaczął przyglądać się z zaciekawieniem mojej twarzy. Ponownie cicho zachichotał, widząc, że strasznie się rumienię.
- Tak myślałem. - przysunął się bliżej i pocałował moje usta. - Kocham cię. - szepnął ostatni raz i wtulił twarz w zagłębienie mojej szyi.
Leżałem jeszcze przez chwilę, wpatrując się w sufit, po czym moje oczy same się zamknęły i zmęczony odpłynąłem do krainy snów.

***

- Dzień dobry! - usłyszałem radosny głos brata.
Uchyliłem zaspane powieki i od razu tego pożałowałem. Przez uchylone okno, do moich oczu dotarło rażące światło słoneczne. Jęknąłem żałośnie i zakopałem się jeszcze bardziej w pościeli, chowając głowę pod kołdrę.
- Wstawaj kochanie. Rano dzwonił do mnie Jost, mamy dziś wieczorem jakiś wywiad. Jedziemy po chłopaków, a potem zabieramy się wszyscy do studia.
- Rano? Która jest godzina? - natychmiast się zerwałem.
- Dochodzi druga. - uśmiechnął się promiennie Tom i wszedł powoli na pościel. - Chodź już, śniadanie czeka. - powiedział tuż przy moich wargach, po czym złapał mnie lekko za głowę i przyciągnął do siebie.
Nasz pocałunek trwał trochę dłużej niż powinien, ale nie dbaliśmy o to. Byłem spragniony Toma. Na myśl o ubiegłej nocy uśmiech sam wchodził mi na twarz. Teraz, gdy patrzyłem na te wszystkie zagmatwane sprawy i te całe podchody, wiedziałem i czułem przede wszystkim, że to już koniec. To wszystko miałem już za sobą i wiedziałem, że teraz dam sobie ze wszystkim radę. Nie sam, bo mam Toma. Faktem jest, że byłem bardzo zaskoczony tymi wszystkimi wyskokami dredziarza. Jego zachowania zmieniały się z sekundy na sekundę! Dosłownie! Raz, jak było wszystko okej, to nagle zaczynał mnie całować, a następnie trzy minuty później, zachowywał się tak, jakbym to ja zaczął! Dziwiło mnie też jego tłumaczenie, że to była tylko zabawa. Czyżby? Może Tom nadal coś ukrywa? Ale... Wyglądał na takiego skruszonego, kiedy to wszystko mi opowiadał... Nie mam pojęcia. Najważniejsze, że teraz wszystko jest w porządku. Mam nadzieję, że Tom nie będzie już udawał baby podczas okresu. Bo myślałem, że coś mu naprawdę na mózg siada. Może i mówił prawdę. Wierzę, że już więcej to się nie powtórzy, a teraz, po tej nocy, chcę zacząć żyć od nowa, z czystym kontem i... Tomem.
Uśmiechnąłem się do swoich myśli i odsunąłem od Toma. Przebiegłem szybko nagi pod prysznic i już po chwili zimne kropelki zmywały ze mnie wrażenia z poprzedniej nocy.

***

Więc. Ostatnio zrobiłam przegląd wszystkich postów i mam nadzieję, że przynajmniej część błędów została poprawiona. Jeżeli takowe jeszcze się pojawiają - wybaczcie. :D Nie jestem orłem z polskiego. ;-).
Czytając to wszystko od początku, co tu nabazgrałam, znów nachodzą mnie czarne myśli :-(. Poważnie. Czytając to, znów mam ochotę na usunięcie bloga.

sobota, 23 lutego 2013

Na sam szczyt. 10/??

Do samego wieczora wylegiwaliśmy się z Gusem i Geo na kanapie we czwórkę, oglądając jakieś filmy z dziwną fabułą i popijając piwko, które przyniósł Tom, wracając od Josta.
Siedząc między Gusem a Geo byłem w pewnym sensie uchroniony od myśli i czynów Toma. Bałem się dzisiejszej nocy, jak cholera! Poważnie. Jednak wolę działać pod impulsem, bo wtedy nie myślę o niczym i po prostu działam. Teraz do mnie wszystko dochodziło. Kocham Toma i strasznie mnie pociąga, ale powiedzmy sobie prawdzie w oczy. Seks? Brat z bratem? Mimowolnie lekko się skrzywiłem i zacisnąłem dłoń, która spoczywała na moim kolanie. Ja nie mam nic przeciwko, ale jeśli to wypłynie do środowiska? Mój puls lekko przyspieszył, a oddech stał się nie równy. Na mojej twarzy pojawiły się delikatne rumieńce. Muszę się koniecznie ogarnąć do ładu! Wykrzyczałem w myślach i odrywając się od kanapy, pobiegłem do łazienki.
Stanąłem niepewnie przed lustrem. Teraz albo nigdy Bill! Odkręciłem pospiesznie zimną wodę i obmyłem zaróżowioną twarz. Sięgnąłem po waciki i zmyłem makijaż. Odetchnąłem głęboko i ostatni raz spojrzałem na wystraszoną twarz. Tak. Byłem prawiczkiem i bałem się tej nocy. Zakryłem twarz dłońmi, nie wierząc o czym właśnie myślę. Psia kość. Może wyskoczyć przez to okno i uciec daleko od tego domu wariatów? Matko. Ja to mam życie. Wszystko dzieje się tak nagle i od razu. Jeszcze dziś rano ledwo stałem na nogach i wypłakiwałem się w poduszkę Toma, noc wcześniej spiłem się i zabalowałem na jakimś zadupiu Magdeburga, a teraz mam w końcu pieprzyć się z bratem. Uhhh... Bill! Dasz radę! Zaśmiałem się w myślach. Jezu, jak to brzmi! Nie chcąc już dłużej myśleć o tym, co miało nadejść i sensem moich przemyśleń, wszedłem pod prysznic i odprężyłem się przed dzisiejszą nocą. Zauważyłem, że ostatnio strasznie często biorę prysznic. Cóż. Tylko to mnie chociaż trochę relaksuje.

*

Podczas gdy Bill był w łazience, Tom strasznie się niecierpliwił. Młodszy bliźniak nie zdawał sobie sprawy, jak bardzo oddziałuje na zmysły brata. Był jak afrodyzjak.
Tom żałował swojego zachowania względem Billa. Nie potrafił wytłumaczyć tego wszystkiego. To jakoś samo do niego przyszło. Najważniejsze jednak, że już rozumiał i zdał sobie w końcu sprawę, jak bardzo zależy mu na Billu.
Tom nie miał konkretnego planu, jak rozegrać tę noc. Postanowił, że chce sprawić bliźniakowi maksimum przyjemności i udowodnić mu, jak bardzo go kocha i pragnie.

*

Kiedy po około 20 minutach Bill - czysty, pachnący i zrelaksowany, wyszedł z zaparowanej łazienki, usłyszał na dole niewyraźne głosy.
- Okej chłopaki, Bill powiedział mi dziś, że niezbyt dobrze się czuję. Chyba już pora na was.
- Hola, hola, tak wypraszasz przyjaciół? Phi! Wstydziłbyś się. - pisnął niewyraźnie Georg.
- Bez żartów panowie, nie chcę być chamski. Wiecie chyba, przez co on musiał przejść? Nie układało się między nami ostatnio dobrze i dzisiaj rano sama wizyta Josta, też dała mu mocno popalić, chyba rozumiecie? - mruknął Tom.
- Nie no jasne, przecież tak tylko się z tobą droczę - zawołał wesoło Georg.
Słyszał jeszcze wiązankę niewyraźnej rozmowy i pożegnań, po czym po mieszkaniu rozległ się głuchy trzask drzwi.
Czyli Tom wyprosił ich, żeby jak najszybciej móc się do mnie dobrać?! O mamo, a dopiero co się wyluzowałem.
Przebiegłem szybko nagi do pokoju i w trybie ekspresowym ubrałem na siebie luźny dres i jakąś koszulkę. Zabawę czas zacząć. Nie chcę być od razu nagi!
Niepewnie wyszedłem z pokoju. O dziwo na korytarzu nie paliło się żadne światło.
- Tom? - zawołałem cicho.
Wyszedłem bardziej, wgłąb ciemności i przystanąłem na chwilę. Było bardzo ciemno, ale widziałem kontury przedmiotów.
- Tom! - powtórzyłem. Nie mogłem znaleźć na ścianie włącznika od światła. Czy on zrobił to specjalnie?
- Jestem, spokojnie. - nagle poczułem, jak mocne dłonie obejmują mnie od tyłu, a ciepły oddech łaskocze moje ucho. Po wyszeptaniu tych słów, lekko polizał jego płatek a po moim ciele przeszło milion dreszczy.
- Co ty robisz, dlaczego zgasiłeś światło? - odwróciłem cię tak, żeby stanąć naprzeciwko niego, ale on nadal trzymał mnie w uścisku, tak więc jedynie niezdarnie się obkręciłem.
- A po co ma się palić? Chodź, już czas... - powiedział półszeptem i chwycił delikatnie moją rękę. Weszliśmy po omacku do jego pokoju i stanęliśmy na środku. Brat puścił moją rękę i podszedł do biurka, zapalając jedynie słabą lampkę. Przez to w pokoju panował tajemniczy półmrok. Odwrócił się do mnie i podszedł, bardzo powolnie. Kiedy nasze twarze dzieliły już tylko milimetry, przymknął powieki i lekko przytulił mnie do siebie. Nie wiedziałem jak się zachować, więc również lekko go objąłem.
- Billy... - usłyszałem tuż przy uchu. - Wiesz, jak bardzo cię kocham i jak wiele dla mnie znaczysz... - przejechał ręką po mojej talii i zatrzymał ją na biodrze. Moje tętno nagle przyspieszyło. Byłem bardzo niespokojny i podekscytowany zarazem. Postanowiłem, że tej nocy mimo obaw, oddam się Tomowi i zaufam mu bezgranicznie. Mam nadzieję, że dobrze to wykorzysta. Kocham go. Chcę zostawić w końcu dziwną i zwariowaną przeszłość za plecami i zacząć wszystko od nowa. Razem z Tomem. Wszystkie obawy gdzieś odfrunęły. Nic się teraz nie liczyło. Tylko ta chwila, ja i bliźniak, My.
- Ja ciebie też kocham Tommy... - odpowiedziałem równie cicho. Westchnąłem, gdy jego usta zaczęły delikatnie muskać moją szyję. Mmmm... To było takie przyjemne...
Jego dłonie objęły mnie w talii i przyciągnęły jak najbliżej siebie. W moich spodniach zaczęło robić się ciasno. Jego ciepłe wargi wlepiły się w moje i przez kilka minut ostro się całowaliśmy. Jedna z jego dłoni wsunęła się pod moją koszulkę, przez co zamruczałem cicho. Obrócił mnie tyłem do łóżka i lekko na nie pchnął, tak, żebym usiadł. Kiedy to uczyniłem, kucnął między moimi nogami i złapał mnie za kolana, wpatrując się intensywnie w moją twarz. Tom był taki śliczny. Długie, blond rozpuszczone dredy, nieskazitelna cera, kolczyk w pełnej wardze, zgrabny nosek i te hipnotyzujące oczy, które teraz patrzyły w moje, takie same, z jakimś dziwnym błyskiem, troską i obawą.
- Bill. - przejechał dłonią po moim kolanie. - Czy... Czy ty na pewno jesteś pewien, że tego chcesz?
Byłem zaskoczony jego pytaniem. Myślałem, że Tom szuka tylko pierwszej lepszej okazji, żeby wsadzić mi w tyłek. A jednak. Myliłem się. Tomowi naprawdę na mnie zależało. Tym pytaniem jeszcze bardziej utwierdził mnie w przekonaniu, że warto zapomnieć o wszystkich łzach i dziwnych pogrywaniach.
- Tak, Tom. Tylko tego pragnę. Zróbmy to, proszę! - spojrzałem na niego błagalnie.
- Aleś ty niewyżyty. - zaśmiał się pod nosem i uśmiechnął zadziornie.
Ściągnął swoją wielką koszulkę i moim oczom ukazał się ładnie umięśniony tors. Tom był bardzo zadbany i strasznie mnie to pociągało. Miałem ochotę dotknąć jego brzucha, ale jeszcze się powstrzymałem.
Bliźniak, ni stąd, ni zowąd złapał mnie za ręce i położył na miękkiej pościeli, przyciskając do niej nad głową moje nadgarstki. Umiejscowił się między moimi lekko rozsuniętymi nogami i pochylił do mojej twarzy. Mój puls znów strasznie przyspieszył. Byłem cholernie podniecony.
Obserwował przez chwilę moją twarz, po czym uśmiechnął się i wpił w moje wargi. Usta brata były słodkie i miękkie. Jego język po chwili wtargnął do moich ust, ocierając się, o mój. Po krótkiej chwili takiej zabawy, dredziarz puścił mi jedną rękę i sięgnął po coś z kieszeni spodni. Zanim się w ogóle zorientowałem o co chodzi, moje nadgarstki były już przypięte kajdankami do poręczy łóżka nad głową.
- Tom! - pisnąłem. - Co to ma znaczyć! Odepnij mnie natychmiast! - byłem zły i zdezorientowany. Mógł najpierw ze mną uzgodnić, że zamierza mnie skuć a potem torturować!
- Przymknij się Billy. Spodoba ci się - cmoknął mnie delikatnie w usta i dosłownie zdarł ze mnie koszulkę.
- Toom!!! - wydarłem się głośno. Teraz to byłem wkurwiony! W co on sobie pogrywa! Podarł moją ukochaną bluzkę! Nie mógł jej normalnie zdjąć? Albo poprosić!
- Cicho... - uśmiechnął się głupio i pogładził moje włosy. Czy jego to śmieszy, przepraszam bardzo?! Zaraz mu pokażę! Jak tylko się uwolnię, odgryzę mu chuja! Dosłownie! Arrrrr... Zły Bill, to niebezpieczny Bill! Zacząłem się szarpać na wszystkie strony. Jakoś odechciało mi się seksu.
- Billy... Uspokój się i przestań szarpać. Będzie fajnie... - pochylił się lekko i zacisnął dłoń na moim penisie. Zajęczałem cichutko i nagle przestałem się szarpać. - Naprawdę fajnie... - dokończył jeszcze ciszej i zaczął całować mój cały tors, wciąż zaciskając lekko swoją dłoń na moim przyrodzeniu.
- Mmmmm... - uspokoiłem się na dobre, o wszystkim zapominając. Było mi tak dobrze. Nagle wszystko wróciło. Całe podniecenie i chęć. Tom wiedział co robić, żebym zwariował.
Bliźniak ssał delikatnie moje sutki, czego skutkiem były moje głośne pojękiwania i dopraszanie się o więcej. Jego sprawne dłonie poznawały całe moje ciało, aż w końcu zatrzymały się w okolicach krocza. Tom sprawnie pozbył się moich spodni łącznie z bielizną. Widząc mojego wzbudzonego członka, aż się oblizał. Myślałem, że zejdę ze wstydu. Po chwili Tom również klęczał między moimi nogami, całkiem nagi.
- Gotowy? - spojrzał w moje oczy.
- Mhm, możesz wchodzić... - zamknąłem powieki. Chciałem mieć to już za sobą.

środa, 13 lutego 2013

Kiedy już niczego nie będzie, ja i tak zostanę. 09/??

Minuty leciały w ciszy i błogości, nie obchodziło mnie teraz nic. Leżałem ufnie wtulony w ciepłe ciało Toma. Rozkoszowałem się tą chwilą, jak tylko mogłem. Już wiedziałem, że nie umiem żyć bez bliźniaka. To on był moim życiem. W tej chwili pragnąłem jedynie o wszystkim zapomnieć i zacząć wszystko od początku.
Otworzyłem delikatnie napuchnięte płaczem powieki i zerknąłem na Toma.
- Już dobrze, Billy? - spytał półszeptem.
- Tak, dziękuję Tom... Ja..Ehh..To ty mi wybacz...
- Bill, już o wszystkim zapomnij. Zrobiłem ci straszną krzywdę, myśląc tylko o sobie.
- Ale...
- Ciiii... - brat przybliżył się do mnie znacznie i delikatnie wpił się w moje wargi. Chyba już zdążył zrozumieć, że wybaczyłem mu wszystko i chcę spróbować wejść w ten jakby.. ''związek''.
Położyłem mu delikatnie dłoń na policzku i lekko ją przesunąłem. Rozchyliłem ochoczo wargi i pogłębiłem i tak bardzo namiętny już pocałunek. Bracia nie powinni się w taki sposób całować, o nie, nie, nie...
Temperatura powoli rosła, nigdzie się nie spieszyliśmy. Miałem na Toma wielką ochotę, i to już od dawna. Zamierzałem wykorzystać tą chwilę w stu procentach.
Mój język ocierał się o jego podniebienie i zwinnie uciekał przed jego językiem, czego skutkiem były ciche pomrukiwania brata. Po paru minutach takiej zabawy, bliźniak przewrócił mnie na plecy i usiadł na mnie okrakiem. Jego usta wciąż pieściły moje wilgotne i chętne wargi. Po chwili zjechał na moją szyję i zaczął lizać moje obojczyki. Nie wytrzymałem.
- Tom!! Zróbmy to! - wyrwałem się pod jakimś dzikim impulsem.
Tom spojrzał na mnie zaskoczony, ale nic nie powiedział. Przyglądał mi się przez chwilę i pokiwał rozbawiony głową. Podszedł do mnie na czworaka po łóżku i ucałował krótko usta.
- Wieczorem Billy, wieczorem... Na dole mamy widownię. - uśmiechnął się głupio i zszedł z łóżka, po chwili nie było go także w pokoju. Czułem się jak niewyżyty idiota. Jak mogłem zapomnieć! Pfff! Mądry Billy, chciał się jebać z bratem, kiedy w domu roi się od ciekawskich wszystkiego ludzi, gratulacje! Pokręciłem głową, nie wierząc we własną głupotę i wygramoliłem się z góry rozkopanej pościeli.
Stanąłem przed lustrem i o mały włos nie dostałem zawału. Moje włosy były pozlepiane w niektórych miejscach lakierem, po makijażu nie było śladu, bo cały spłynął na inne części twarzy, ciuchy pachniały potem, alkoholem i były strasznie wymiętolone. Boże! Jak Tom mógł w ogóle mnie takiego przytulać! Ohyda!
Od razu, jak stałem, wyskoczyłem z ubrań i szybkim truchtem wpakowałem się do łazienki i od razu pod prysznic. Zimne kropelki zaczęły obijać się o moją twarz i spływać dalej, po całym ciele. Tak... Prysznic. Nie ma nic lepszego na doła psychicznego, niż wzięcie sobie prysznica. Nawet szybkiego. To podobno wycisza i w miarę uspakaja.
Kiedy czułem się już odświeżony, wytarłem całe ciało puchatym ręcznikiem i ubrałem jakąś bieliznę która leżała na szafce. Zanim jednak założyłem na tyłek te bokserki, to rozważałem pójście na golasa do mojego pokoju, i wzięcia sobie normalnej. Na owych gatkach znajdowały się jakieś dziwne, zielone i przede wszystkim nagie potworki, nie mówiąc już o tym, że sama bielizna była koloru ostrego różu. Ktoś ma niezły gust! Wolałem jednak nie ryzykować świecenia gołym tyłkiem przy rodzicach i Joscie, więc szybko je założyłem, rozczesałem pospiesznie moje włosy i ładnie je wysuszyłem. Wygrzebałem z szafki pod umywalką jakieś kosmetyki i pospiesznie zacząłem malować sobie oczy. Kiedy wszystko już było gotowe, powoli przejrzałem się w lustrze. Czym przyciągałem tak Toma? Wystające kości policzkowe, pełne usta, mocno zarysowane oczy, czekoladowe tęczówki, płaska, bardzo delikatnie wyrzeźbiona pierś, bardzo wystające żebra, chude nóżki, blada skóra, tatuaże... Nie wiem.
Skończyłem się przyglądać i wyszedłem z pokoju. O dziwo nie słyszałem na dole żadnych rozmów. Czyżby wszyscy wyszli nie mówiąc mi o tym? To nawet lepiej.
Wyciągnąłem z szafy parę czarnych, obcisłych rurek i przylegającą koszulkę w tym samym kolorze. Dziwne, że Tom się już nie czepiał, że nie mam czym oddychać w tak ciasnych rzeczach, jak na koncercie w Monachium. Czyżby zrozumiał, że mnie tym wkurzał?
Zszedłem powoli na dół. Nikogo nie było. Postanowiłem udać się do kuchni, bo nieźle zgłodniałem. Ból głowy i mały kacyk po nocy jakoś sam mi przeszedł, kiedy Tom mnie przytulał. Nie potrzebowałem żadnych leków, a teraz czułem się znakomicie.
Zajrzałem do lodówki i podrapałem się po głowie, co by tu zjeść? Znalazłem jakieś leżące luzem ciastka, które od razu bez zastanowienia pochłonąłem, ale potrzebowałem śniadania. Dawno nic ciepłego nie jadłem.
Postanowiłem jednak, że zaczekam na innych, gdziekolwiek są. Może Jost chciał dać mi spokój i pojechał, a inni pojechali na zakupy? Nie wiem.
Walnąłem się na kanapie w salonie i włączyłem jakiś program, na który nawet nie zwracałem uwagi. Moje myśli zaprzątał dzisiejszy wieczór. Teraz, kiedy nie ma w pobliżu Toma, a ja nie mam takiej chcicy, zaczynałem się trochę bać. Jak to będzie wyglądać? Mam nadzieję, że bliźniak mnie poprowadzi, bo inaczej wyjdę na niedoświadczoną ciotę, ehh... Nawet nie zauważyłem, kiedy moje policzki oblały się dorodnym rumieńcem, gdy o tym myślałem.
Na kanapie obok mnie leżały owe gazety, nawet nie chciałem na nie patrzeć. W klubie zbytnio się spiłem, a to był wyskok zapomnienia. Nic więcej. Mimo tego, że rano się trochę podłamałem, gdy to zobaczyłem, to i tak nie mam zamiaru się z niczego tłumaczyć. Niech sobie w dupy wsadzą te świstki wyssane z palca, mam już wszystkiego dość. Najwyżej nasz zespół i nasza sława troszkę nad tym uboleje, ale to już tylko i wyłącznie moja wina. Siedziałem na kanapie nic nie robiąc może z pół godziny, kiedy usłyszałem natarczywe pukanie do drzwi. Wstałem ociężale i podszedłem do nich, otwierając je z rozmachem. Moim oczom ukazał się Gus i Geo.
- Bill, kopę lat! Co słychać? - zapiał wesoło Georg, wpraszając się do domu.
- Co wy tutaj robicie? - zapytałem znudzonym głosem.
- Ładnie to tak się witać z przyjaciółmi? - oburzył się Gustav.
- Oh, wybaczcie. Mam kijowy humor.
- Dawnośmy się nie widzieli, ostatnio po naszej trasie. Jak tam układy? Rano zadzwonił do nas Jost, dlatego przyjechaliśmy. Martwimy się.
- To wy też już wiecie? Ehh... Teraz w mediach będzie trochę szumu. Wyszedłem w nocy do klubu i trochę zabalowałem, nic wielkiego. Ale te małpy z telewizji we wszystkim znajdują drugie dno, już nie wyrabiam chłopaki. - ze zmęczoną miną walnąłem się z powrotem na kanapę. Geo i Gus stanęli nade mną. Spojrzeli na mnie jak na skrzywdzone zwierzątko i posłali mi wspierające uśmiechy.
- Razem damy radę Bill, nie przejmuj się. Trochę sobie po nas pojeżdżą i przestaną. A następnym razem bierz ze sobą Toma, albo ochronę! - powiedział Gus.
Tak... Gdyby tylko wiedział, że to właśnie z jego powodu tam się udałem. Nie ważne.
- Dobra, dobra...
Gustav spojrzał na mnie, jak na jakiegoś męczennika.
- Jadłeś coś dziś? Dziwnie wyglądasz.
- Właśnie nie. Wszyscy gdzieś wybyli, chuj wie gdzie.
Gustav westchnął i rozejrzał się po salonie. Georg buszował w kuchni a ja zdychałem z nudów. Gdzie jest Tom i reszta?
Nie musiałem długo czekać. Po ok. dwudziestu minutach, w drzwiach pojawił się mój bliźniak.
- Tooomm... - jęknąłem ucieszony. - Myślałem, że sam umrę tu z nudów, gdzie byłeś?
- Cześć chłopaki, cześć Bill. - Tom obstrzelił mnie wzrokiem i nieświadomie się oblizał.
- Pojechałem z Jostem, jakieś papiery. A mama i Gordon pojechali gdzieś, mają jutro wrócić. - mówiąc to uśmiechnął się delikatnie, patrząc mi prosto w oczy. Mimowolnie zadrżałem na całym ciele. Czy on musi ciągle myśleć o dzisiejszych planach?

sobota, 9 lutego 2013

Duma w kieszeni. 08/??

Czy umarłem? A może jeszcze żyję? Raczej nie chcę teraz niczego rozważać. Bardzo brzydko mówiąc, głowa tak mnie napierdalała, jak jeszcze nigdy. Leżałem na czymś bardzo twardym i niewygodnym. Gdzie jestem? Nie miałem siły nawet kiwnąć palcem, porażka. Dajcie mi umrzeć!
Jest mi cholernie zimno i czuję się nagi... Nagi?!
Mimo bólu przy każdym najmniejszym ruchu i rozrywającego głowę uczucia, delikatnie rozkleiłem zaspane i wymęczone oczy, i podniosłem się do pozycji między klęczkami, siadem a leżeniem. Nie wiem co to było, ale musiałem wyglądać żałośnie. Właśnie tak się czułem!
Rozejrzałem się dookoła i mnie lekko wmurowało. Leżałem na zimnej podłodze, cały rozchełstany i w samych majtkach, gdzieś przy brudnej ścianie, w nocnym klubie. Musiało być bardzo wcześnie, bo jacyś ludzie z obsługi jeszcze porządkowali zasyfione lokum po ubiegłej nocy. Aż dziwne, że nikt pracujący tu, ochrona, lub ktokolwiek nie wywalił mnie stąd na zbity pysk. Pasowało do mnie prawie miano żula. Proszę was! Spać prawie gołym i schlanym do utraty pamięci i przytomności na jakiejś podłodze? Zakopcie mnie, byle głęboko!...
Delikatnie mówiąc, wyczołgałem się obolały z brudnego kąta na środek lokalu i zacząłem rozglądać się w poszukiwaniu ubrań. Mam nadzieję, że nie zrobiłem czegoś naprawdę strasznego... Po chwili dostrzegłem spodnie na sofie, koszulkę gdzieś przy barze, a kurtka wisiała ładnie na wieszaku. Dziwne, że nikt nie zwrócił na mnie uwagi. Może w tym klubie to normalność, że rankami schlani ludzie po nockach właśnie tak tu wyglądają jak ja dziś? Nie wiem.
Lekko chwiejnym krokiem pozbierałem wszystkie ciuchy i prawie byłem gotów na bolesny powrót do domu. Tylko gdzie są moje buty? Przechodząca koło mnie barmanka, kelnerka, nie wiem kto, w każdym razie tutejsza pracownica spojrzała na mnie obojętnym wzrokiem i jakby wiedząc o co mi chodzi, wskazała na pewne drzwi. Zdziwiony i zdezorientowany poszedłem we wskazanym mi kierunku i dostrzegłem moje czarne trampki leżące w rogu przy drzwiach. Szybko je założyłem i jak najszybciej wydostałem się z tego miejsca. Było co najmniej dziwne!
Szedłem chodnikiem i modliłem się, żeby nie przejeżdżało teraz tędy dużo aut. Każdy najdrobniejszy dźwięk rozdzierał moje uszy, na pół! Głowa pulsowała mi natarczywie i boleśnie. Do domu miałem jeszcze jakiś kawałek. Chciałem zadzwonić nawet po taksówkę, żeby skrócić sobie męki, ale nie miałem przy sobie telefonu. Karmiłem się jedynie nadzieją, że po prostu nie zabrałem go z domu. Wyobrażam sobie szum w prasie, jakbym go zgubił. Opublikowane na pierwszych stronach gazet prywatne SMSy Billa Kaulitza! Zawartość jego telefonu! Nieee... Wolę nawet o tym nie myśleć.
Po ciężkiej tułaczce, nie wiem ile trwającej, dotarłem do domu! Nareszcie! Miałem nadzieję, że chociaż teraz, w tym momencie, mieszkańcy tej posesji dadzą mi żyć, odwalą się i przestaną interesować, co jak i gdzie, byłem, robiłem, chodziłem.
Bóg mnie jednak nie kocha...
- Kaulitz!!! Kurwa mać, gówniarzu, co ty sobie wyobrażasz? Mało ci skandali i tematów w gazetach? Tłumacz się! - JOST?!?! Co on tutaj do cholery robi?! w naszym domu? O tej godzinie? Boże, co jest? Ktoś mi powie???
Od razu od wejścia przywitały mnie mocne wyrzuty i obelgi. No to teraz czeka mnie spowiedź.
- Ciszej... błagam... - jęknąłem, zakrywając sobie uszy dłońmi. Łeb pękał mi na milion kawałków.
Menadżer złapał mnie za ramiona i mocno ścisnął. Zaprowadził mnie do salonu. O dziwo siedziała tam cała rodzina! Co jest grane?
- Bill! - pisnęła matka z łzami w oczach. Matko! Ludzie! To, że człowiek znika na jedną noc, to nie znaczy, że do domu ma się zjeżdżać cały świat! Nawet menadżer! To przecież nie przestępstwo!
Wszyscy patrzyli na mnie srogo. Mama, Gordon, Tom i Jost. Zostałem brutalnie usadzony w fotelu, a na moich kolanach wylądował plik gazet z głuchym plaskiem.
- Co to...? - zapytałem cichutko. Nie chciałem ich jeszcze bardziej denerwować. Nikt oprócz wrzasków Josta i szlochów matki się do mnie nie odezwał jak tylko przyszedłem do domu. Wszystko wyglądało tak, jakby tylko na mnie czekali.
- Czytaj... - powiedział, już bardziej spokojnym głosem Jost.
Słowa oszołomiło i zdruzgotało nie oddawały teraz moich odczuć. Szok też było nieodpowiednie. Zamurowało mnie! Chyba zaraz zemdleję...
Nagłówek lokalnej magdeburskiej gazety wyglądał tak:

'' BILL KAULITZ ROZBIERA SIĘ PUBLICZNIE!''

A następny tak:

''BILL KAULITZ - PRACA W KLUBIE JAKO STRIPTIZER? MAMY DOWODY!''

I kolejny...

''BILL KAULITZ! JEGO CIEMNA STRONA! ZOBACZCIE JAK ZABAWIA SIĘ MEGAGWIAZDA TOKIO HOT...''

Dalej już nie mogłem tego czytać. Upuściłem gazety na podłogę i schowałem twarz w dłonie. Ale jak to?!?
 Jak to możliwe, żeby to opublikowali? Cholerny wstyd, zażenowanie, upokorzenie, zmęczenie, ból głowy i mdłości. Tylko to właśnie teraz czułem. Przecież moja matka, rodzina... Tom... Wszyscy to widzieli! Cała Europa to zobaczy! Jeszcze wezmą mnie za jakiegoś perwersa! Zboczeńca! Jezu, gdzie ja miałem głowę? Boże... Co ja mam teraz zrobić? Wszystko mi się wali! Przeżywam najgorsze chwile mojego życia, dowiaduję się okrutnych prawd, a jak już nie mam siły i chcę oddać się chwili zapomnienia w zwykłym, małym klubie na skraju miasta, to wybucha wielki skandal w mediach! Pomocy! Mam już dosyć wszystkiego! Moje życie, to jedna, wielka kupa gówna i porażki! Ciągłe skradanie się i podchody! Nie chcę już tak żyć!
Nie wytrzymałem. Fala łez i żałosnego szlochu wydostały się na zewnątrz mnie. Już dłużej tak nie pociągnę, wszystko straciło już sens...
Nikt się nie odzywał.
Poczułem jak delikatne dłonie biorą mnie w objęcia i ciągną w jakimś kierunku. Byłem zbyt zrozpaczony, żeby protestować, lub jakkolwiek reagować. Cały zapłakany, bezsilny i wymęczony dałem się wprowadzić na górę, po schodach, do jakiegoś pokoju.
Ktoś położył mnie na miękkim łóżku, zamknął drzwi i podszedł do mnie. Prze cały czas miałem zaciśnięte powieki i płakałem gardłowo, czułem się nikim...
Dana osoba przyciągnęła moje zrezygnowane i wykończone ciało i przytuliła mocno do swojego. Poczułem jak delikatnym ruchem zabiera mi włosy z napuchniętej płaczem twarzy i pochyla się lekko.
Tom...
Jego palce przez chwilę błądziły po mojej twarzy. Przez cały czas miałem zamknięte powieki. Od zajścia z salonu, ani razu ich nie otworzyłem.
Gorący oddech zaczął owijać moją twarz, był coraz bliżej.
Nagle poczułem miękkie i subtelne wargi, lekko przygniatające moje. Bez pośpiechu, bez brutalności. Lekkie, delikatne i subtelne.
Takie, dające bliskość, ciepło, zrozumienie, bezpieczeństwo i miłość, krótkie muśnięcie.
- Kocham cię Billy... Przepraszam. - jego ramiona owinęły moją wątłą sylwetkę, a twarz zagłębiła się w mojej szyi. Jego bliskość dawała mi ukojenie. Tylko tego teraz potrzebowałem.
- Nie płacz już, razem damy radę. - poczułem cichutki, łaskoczący szept, tuż koło mojego ucha.

czwartek, 7 lutego 2013

Pod Ciężarem Nieba... 07/??

No cóż. Najpierw chwilka wstępu.
Illusion, nie wiem co się stało, ale to dla Ciebie. Nie wiem, czy jeszcze będziesz to czytać... Nic nie wiem. W każdym razie dedykuję to Tobie. Z całego serca Ci współczuję i chociaż tak naprawdę jestem tylko kimś tam, nieznaczącym z internetu, to i tak trzymam za Ciebie kciuki, żeby wszystko Ci się ułożyło i jestem z Tobą.
Chciałabym też dedykować ten odcinek kochanej Czarnej Pe. Naprawdę, nie rozumiem, jak osoba TAKA jak między innymi Ty i wszyscy inni którzy to czytają, mogą tak pozytywnie na to reagować. Na to, czyli to co tutaj zamieszczam xD Poważnie. Ja chyba już nigdy nie przestanę krytykować tego co tu piszę, bo mnie osobiście nie mieści się to w głowie. Beznadzieja, klapa i w ogóle. W każdym razie bardzo się cieszę, że chce Ci się to czytać! :D Dziękuję Ci ;*
Ten odcinek chcę dedykować również dwóm kolejnym kochanym osóbką.
MADZIU! Nie wiem, czy chcę, żebyś to czytała, bo się zapaść można xD Wiesz, że Cię kocham i uwielbiam! Nie wyobrażasz sobie, jak mi się morda śmieje, gdy wchodzę do szkoły i Ciebie widzę! <3 Dedykuję Ci to, bo Ci obiecałam i dlatego, że tolerujesz moje porycie psychiczne i moje załamania nerwowe xD Kochana jesteś!!!
 Czaki. Masz świetnego bloga! Dziękuję, że nie olewasz mnie jak inni i chce Ci się ze mną pisać. Jesteś wspaniała i masz genialną wenę <3, zakochałam się w Twoim blogu! Poważnie! ;*
To chyba tyle. Oczywiście dziękuję jeszcze wszystkim komentującym i tym, którzy po prostu są i zaglądają tu. <3 Jesteście wspaniali!

 ***

Nie wiedziałem, jak pozbierać swoje myśli. Od ostatnich tygodni wszystko się skumulowało. Niby zrozumiałem wszystko, ale kij z tego wyszedł, bo nie rozumiem nic!
Tom patrzył na mnie mniej zdziwionym wzrokiem. Wyglądał raczej na takiego, który teraz już wiedział, że nic mu nie umknie i musi w końcu zdradzić jakiś okropny, ciążący sekret. A może wydawało mi się?
Wziął głęboki oddech i jakby opuścił trochę niżej głowę.
- Bill. Słuchaj mnie.. - urwał krótko.
Aż mi się w żołądku przewróciło. Emocje trochę zmalały, przestałem się trząść i wytarłem pojedyncze łzy.
Tom podniósł się niepewnie z łóżka i stanął na wprost mnie. Podniósł powolnie rękę i przejechał opuszkami palców po moich wargach. Wszystko trwało jakby w zwolnionym tempie. Jego oczy błądziły po mojej twarzy, ale nie potrafiły odnaleźć moich.
- Billy... - szepnął cicho. - Ja... Ja przepraszam ciebie. Nie wiesz nawet jak... Jak trudno to wszystko pogodzić, żeby było dobrze. - jego oczy nagle straciły jakby swój blask. Sylwetka stała się luźna, zrezygnowana. - Przepraszam cię. Chciałem udawać, żeby zapomnieć. Sytuacja w parku dała mi dużo do myślenia...
- Tom, ale to mi nic nie tłumaczy... - wtrąciłem niepewnie i smutno. Na moje serce wpłyną żal i ciężar. Dlaczego nie chce mi powiedzieć? - Tom, powiedz mi, proszę!
- Bill, do cholery, chcesz znać powód mojego dziwnego zachowania? O to ci chodzi? Tak? Proszę bardzo! Kocham cię! - wybuchł nagle. - Oto cały powód! Ja... Ja wiedziałem od początku, że ty, ale, że ja? Nie wiem kiedy to nastąpiło. W tedy w parku... Gdy powiedziałeś mi, że w domu jest mama i ciotka, obudziłem się z transu. Dotarło do mnie nagle, co chcieliśmy robić, co ja chciałem. Z początku było to tylko moje małe wykroczenie. Mówiłem, że nie znałeś mnie od tej strony. Byłem ciekaw, jak to smakuje. Nie chciałem cię skrzywdzić. Byłem ciekaw tylko moich uczuć i doświadczeń. Myślałem tylko o sobie... Nie wiem, kiedy to nastąpiło. Kocham cię Bill... Przez cały ten okres wdałem się tylko w grę pozorów, myślałem, że mi przejdzie...Raz na wozie, raz pod wozem. Najpierw była tylko głupia zabawa. Dwa dni temu, pojawiły się prawdziwe uczucia. Nie wiedziałem, że tak łatwo to na mnie wejdzie... Kocham cię Bill - jego głos załamał się już całkiem. - Wiesz czemu nie mogę tego znieść? - spojrzał centralnie w moje tęczówki. - Świadomość, że tak bardzo grałem na twoich uczuciach, że tak bardzo się z nimi nie liczyłem... Zabija mnie od środka. Jesteś najważniejszą osobą w moim życiu, a ja tylko się bawiłem... Tak późno na to wpadłem, wybacz mi Bill... - jego dłonie zacisnęły się na moich nagich ramionach. - Najpierw prowokowałem, potem odpychałem i udawałem... - spuścił głowę i zacisnął mocno powieki. Niemożliwe... Czy Tom... Płakał?
Spod jego powiek wypłynęła jedna, błyszcząca, przepełniona wyrzutami i nienawiścią łza.
Wmurowało mnie. Te wszystkie słowa... Tak bardzo mnie dotknęły. Ja nadal nie potrafiłem mu nie wybaczyć. Moje serce szalało z rozpaczy.
- Tom... - przymknąłem tylko powieki. Nie wiedziałem, czy to dobry moment.
Wciągnąłem płytko powietrze i zrobiłem mały krok w tył. Powoli zacząłem wycofywać się z jego pokoju. Wszystko trwało w jednym wielkim amoku. Nie zwróciłem uwagi, kiedy obróciłem się do niego plecami i nic nie mówiąc wyszedłem cichutko. Czułem się pusty.
Znalazłem się w moim pokoju i klęczałem przed szafą. Nie miałem pojęcia co się ze mną dzieje. Nie płakałem, nie krzyczałem. Jedyne co czułem, to tylko ten cholerny zawód, i głucha pustka.
 Wyjąłem pierwsze, lepsze ciuchy i wciągnąłem je na prawie nagie ciało. Zszedłem cicho i powoli do drzwi frontowych i ignorując wszystkie dźwięki i głosy dookoła mnie, wyszedłem na zewnątrz.
Rozejrzałem się wokół. Świeże powietrze uderzyło w moją twarz i rozwiało czarne kosmyki na ramiona.
Niebo wyglądało cudownie. Różowo-pomarańczowy kolor przeplatał się z delikatnym fioletem i szarością delikatnie rozpostartych chmur. Muszę wszystko przemyśleć.
Poszedłem prosto przed siebie środkiem ulicy. Mieszkaliśmy w domku na osiedlu małych jednorodzinnych domów. Nic tędy prawie nie jeździło.
Uniosłem głowę trochę wyżej, żeby idąc, móc obserwować to wspaniałe niebo.
Wszystko mnie gryzie. Tom... Jego słowa... Jego wyznanie...
Czułem duży smutek. Mimo tego ciosu, jaki mi zadał, mieszając mi w głowie i wykorzystując, ja i tak nie umiem go znienawidzić. To był mój największy problem. Tak bardzo chciałbym... Żeby chociaż raz znalazł się w tak paskudnej i wyciskającej niepewności w jakiej on mnie ciągle trzymał. Mimo wszystko, moje uczucia nie chcą się zmienić... Kocham go, a on o tym wiedział. Tak po prostu się mną bawił? Mój Tom?
Rozejrzałem się jeszcze i postanowiłem, że dziś nie chcę wracać do domu na noc, muszę się zabawić. Mam wszystkiego dosyć.

***

Był już wieczór. Pokrzątałem się po mieście i w końcu trafiłem do niewielkiego klubu na skraju Magdeburga.
Kiedy wszedłem do środka, od razu uderzył we mnie wielki zaduch pomieszany z alkoholem i papierosami.
Mmmm... Tak. Dziś ostro zaszaleję.
Przepchnąłem się przez tłumy do baru i od razu zamówiłem sobie kolejkę. Co jak co, ale ja nie mam ochoty pamiętać już o tym dniu. Muszę się wyluzować.
Po około godzinie, już odpłynąłem. Ostatnie co utkwiło mi w pamięci to to, że wylądowałem w samych majtkach na rurze.

sobota, 2 lutego 2013

Skrajne Emocje. 06/??

Jęknąłem mu przeciągle w usta. Nadal do mnie nie docierało co właśnie robiliśmy, ale olewałem to.
- T-tom, ahh!
- Ciii Bill...
- Tom.. C-co ah! Co robimmy? W domu jest ciotka! Matka zresztą też! Ah! - Nie mogłem opanować mojego drżącego od podniecenia głosu i wyrównać oddechu. Tom przestał przez chwilę lizać moją szyję i spojrzał na moją twarz takim wzrokiem, jakbym go oblał kubłem zimnej wody. Wyraźnie się ostudził. Chyba właśnie oboje zdaliśmy sobie sprawę ze znaczenia moich słów i tego co zamierzaliśmy zrobić. Czy my... właśnie chcieliśmy się... pieprzyć?
 Dobre pytanie.

***

Dwa dni później sytuacja w domu wyraźnie się zmieniła. Najbliższe koncerty mieliśmy mieć dopiero za miesiąc, więc od czasu wolnego wyraźnie chciało nam się rzygać. Choć niewiarygodnie i co najmniej dziwnie to brzmiało, właśnie tak było. Musieliśmy mieć pod ręką jakąś pracę, jeżeli jej nie było, w tym przypadku przez miesiąc, zupełnie nie wiedzieliśmy z Tomem za co się zabrać. Po zdarzeniu z parku nie widziałem się z nim. Siedzieliśmy osobno w swoich pokojach i nie raczyliśmy nawet wystawić nosa za drzwi. Zaniepokojona i zrezygnowana matka stawiała nam jedzenie pod drzwi. Było mi trochę przykro, że gramy na jej uczuciach, ale nie zamierzałem jej o niczym mówić. Przez te dwa dni bardzo intensywnie myślałem, i tego, czego nie mogłem wywnioskować przez te długie tygodnie od koncertu w Monachium, w końcu wywnioskowałem w dwa dni. Tak, właśnie! W te dwa pieprzone, krótkie dni! Teraz wiem już wszystko. Chyba niczego innego nie jestem aż tak pewien jak uczucia do Toma. Na początku próbowałem z nim walczyć, ale po tym co robiliśmy w parku... Już nie zamierzam. Co prawda, dziwiło mnie zachowanie brata. Od samego zajścia w Monachium nie poznawałem go. Nigdy taki nie był. Nie chcę teraz nad tym myśleć, bo choć to mój bliźniak, to i tak go nie rozgryzę w tej sprawie. Jest zbyt dobrym aktorem, nawet dla mnie. Nie przejmuję się na razie, choć nie wiem, czy powinienem się bać?
Przez te dwa dni spędzone samotnie na moim łóżku, przy oknie, biurku i na podłodze wpadłem na świetny pomysł. Myślałem też nad tym co zaczęło się w parku i nie zamierzałem tak po prostu na tym kończyć. Zbyt długo zwlekałem, żeby wyznać wszystko Tomowi i tak po prostu nic nie wykorzystać. Uknułem pewien plan. Może dziwne zachowanie Toma wynika z tego, że też coś do mnie... czuje? Szczerze? Wątpię, ale muszę to sprawdzić. Przecież powiedziałby mi w parku, tak jak ja jemu. Nie wiem co mu się stało, że tak nagle zaczął mnie całować i dotykać, a potem, tak nagle przestał!

***

Przez całe przedpołudnie czyhałem przy uchylonych drzwiach od mojego pokoju i czekałem na ten jeden, jedyny, odpowiedni moment. Około godziny trzynastej w końcu się udało! Tak!

- Toom! Kochanie! Zejdź na chwilę do kuchni! - usłyszałem z dołu mamę.

Kiedy zobaczyłem jak drzwi z naprzeciwka uchylają się i wychodzi z nich Tom, od razu się cofnąłem w głąb pokoju, tak, żeby mnie nie zobaczył. Już po chwili słyszałem odgłosy rozmowy z kuchni. W tym czasie szybko wślizgnąłem się do przestronnego pokoju bliźniaka. Rozejrzałem się tylko gorączkowo i szybko skierowałem moje kroki w stronę jego łazienki. Miałem mało czasu.
Specjalnie nie zamykałem drzwi na zamek i już po chwili, pozbawiony ubrań, stałem pod strumieniem ciepłej wody. Stałem pod kafelkową ścianą i pozwalając, aby woda ciekła mi po twarzy, nasłuchiwałem, kiedy Tom wróci do pokoju. Stało się to niecałe trzy minuty później.
- Co jest u licha? Bill? - usłyszałem niewyraźny głos brata zza drzwi łazienki.
- Toooom! Chodź tu! - wydarłem się unosząc głowę i czekając, aż brat wejdzie do środka.
- Bill co ty tu do cholery... - właśnie wtedy wyłoniłem się zza parawanu, eksponując bratu moje wszystkie walory.
- Czy mógłbyś mi podać ręcznik Toomi? - wyszczerzyłem się wrednie.
Tom stał na środku łazienki z szeroko otwartymi oczami i lekko uchylonymi wargami. Nie reagował. Jego oczy zapatrzone były tylko w jedno miejsce w okolicy podbrzusza. Mój uśmiech powiększył się jeszcze bardziej. Jednym susem wyskoczyłem z kabiny i zbliżyłem swoją twarz do twarzy bliźniaka na odległość kilku milimetrów.
- Tom... - wyszeptałem mrużąc oczy. Co prawda plan nie był jakiś genialnie doskonały, bo przecież zawsze mogłem przyjść do niego do pokoju, rozebrać się do naga i czekać aż zareaguje, ale to byłoby zbyt perwersyjne, dziwne, szalone i niedorzeczne. Wolałem na chama wepchać się jak gdyby nigdy nic do jego łazienki i czekać aż wróci do pokoju.
- Bill, co ty do cholery wyrabiasz? Co tu robisz? Czemu jesteś... nagi? - nie wiedział gdzie podziać swój wzrok. Zakłopotane tęczówki błądziły dosłownie wszędzie.
- Przecież nie będę myć się w ubraniu... - odpowiedziałem głupio.
- Myć? Własnej łazienki nie masz? Co to kurwa ma znaczyć?
- Tom... - westchnąłem już zrezygnowany, dobra, ''mój plan'' - czyli głupi wybryk bez przyszłości diabli wzięli, i co ja mu teraz mam powiedzieć?
Nagle moja cała pewność siebie gdzieś się ulotniła, już nie byłem taki pewny siebie. Moje policzki przybrały lekkiego rumieńca, a ja spuściłem wzrok zażenowany moim durnym pomysłem.
- Odpowiesz mi Bill? Mógłbyś się ubrać? - bardzo się niecierpliwił.
Dobre sobie. I co ty kretynie myślałeś? Że jak wejdziesz sobie do łazienki brata, napakujesz się swoim ego, zawołasz go i pozwolisz, żeby oglądał twoje przyrodzenie, to rzuci się na ciebie jak na padlinę i wypieprzy jak najlepszą dziwkę? Jesteś beznadziejny Bill...
Co oznaczało wcześniejsze zachowanie Toma? od Monachium się zaczęło, a potem w parku? Przecież powiedział, że wszystko rozumie, zachowywał się tak... cholernie dziwnie. Wszystko było dla niego takie oczywiste... Potem prawie pieprzyliśmy się na ławce, a teraz? Teraz to mi chyba odbiło, co ja w ogóle wyprawiam?! Nie! Ja mam tego dosyć, nic już nie rozumiem, czy ktoś mi powie co się z nami dzieje?
- Tom! Ja już tak dłużej nie mogę! - podniosłem głos. Cały zadrżałem. On nic nie powiedział tylko z zaskoczeniem uniósł brwi do góry.
- Musimy porozmawiać! Czuję się jakbym postradał wszystkie zmysły! Myślę o jakiś pieprzonych rzeczach a robię jeszcze gorsze!
Pospiesznie naciągnąłem na tyłek bokserki i wyprowadziłem zszokowanego brata z łazienki. Pchnąłem go delikatnie, żeby usiadł na łóżko i stanąłem przed nim, nie wiedząc od czego zacząć.
- Tom... Ja już nic nie rozumiem... wtedy w Monachium... To rozumiem, zwykła zabawa... a to w parku? Tom, ja na prawdę coś do ciebie czuję. Coś więcej i ty to dobrze wiesz... Ostatnio dziwnie się zachowujemy. Raz ty, raz ja... Nie potrafię pozbierać sobie myśli, twoje zachowanie mnie martwi. Ja robię dziwne rzeczy, nie jestem sobą... - głos lekko mi zadrżał, a ramiona się załamały. Nie zwróciłem uwagi, kiedy po moich policzkach zaczęły spływać pojedyncze łzy.
- Już się gubię Tom... Czy kiedykolwiek będzie tak jak kiedyś?

***

Ugh, jak zwykle krótko, do dupy, bez sensu... Eh, nie śmiejcie się, proszę! :-(

czwartek, 24 stycznia 2013

Powracam.

Heeej!
Pamiętacie mnie jeszcze z moich kiepskich opowiadań i wstawiania pieprzot? ;-) Zapewne tak, ale powracam! xD Kolejna fala badziewia zbliża się wielkimi krokami! Już za niedługo wstawię tu kolejny odcinek, 'odcinek 6 - Skrajne Emocje' zapewne niektórzy z Was pamiętają, że przez króciutki czas pojawił się tu takowy odcinek, ale natychmiast go usunęłam, bo przez przypadek wstawiłam Wam wersję super demo, czyli tą, którą pisałam jeszcze ok. roku temu xD Informuję od razu tych co zdążyli przeczytać wtedy to dziwactwo, nie przejmujcie się, bo w prawidłowym odcinku wszystko wygląda zupełnie inaczej ;-) Dziękuję Wam bardzo za wszystkie komentarze i jestem zaskoczona, że to (przepraszam, ale nazwijmy rzeczy po imieniu) wielkie nico bez jakiegokolwiek sensu ktoś ma ochotę czytać. W każdym razie informuję iż powracam, odcinek zapowiadam na sobotę ;-) Na pewno się pojawi i będę się starać, żeby odcinki były regularnie. Jeszcze tylko jedno, ''Oddaj Mi Brata'' zakończyło już swój żywot, bo nie widzę w nim sensu chyba jeszcze bardziej niż w tym xD Tak czy siak, dość pieprzenia, powracam ! xD Do soboty ;-) !